harom blog

Twój nowy blog

Wpisy z tagiem: zwyczaje

 
Sześć lat temu gdy przyjechałem do Cairns mimo, że się nie starałem,
porównywałem wszystko do Polski. Dziś z perspektywy czasu myślę, że
była to forma aklimatyzacji, próba oswojenia dziwnej, nieznanej, innej
rzeczywistości. Obecnie staram się tego nie robić. Wczoraj jednak coś
mnie natchnęło. Ale od początku.

W Polsce włamywali mi się do samochodu 4 razy. Dwa razy ukradli radio,
raz tylną kanapę a czwartym razem, kiedy się włamali nie ukradli nic a
wręcz zostawili butelkę wiśniówki. Szkoda tylko, że włożyli ją przez
szybę z tyłu samochodu. Dla każdego pomieszkującego w Warszawie, nie do
pomyślenia byłoby zostawienie komórki, laptopa czy jakiejś innej cennej
rzeczy w samochodzie na widoku. W mniejszych mieścinach jest podobnie,
choć może nie aż tak drastycznie. Dlatego kiedy przyjechałem do Cairns
dużym szokiem był dla mnie apel policji by zamykać samochody, które
parkowane są przy chodnikach. Powody były dwa. Pierwszy, dość
prozaiczny, czyli okazja czyni złodzieja. Z nie zamkniętego samochodu
łatwiej coś ukraść niś z zamkniętego, a grupy aborygeńskich podrostków
zaczęły patrolować miasto w poszukiwaniu wszystkiego, co można
spieniężyć w lombardzie. Drugim powodem apelu było wykorzystywanie
samochodów przez młodzież, która z odległych przemieść zjechała do
centrum na „balety”. Jeśli auto nie było zamknięte, stanowiło znakomite
schronienie dla szukających odrobiny prywatności by przeżyć sexualne
uniesienie. Słowem policja apelowała o coś, co w Polsce było powszechne
jak hemoroidy u kierowców TIRów.

Skąd przyszło mi do głowy właśnie to porównanie? Wyszedłem wczoraj
przed Fabryczkę. Przed biurem, na poboczu wzdłuż torów wąskotorówki
stał zaparkowany pick-up. Drzwi kierowcy były otwarte, w stacyjce
tkwiły kluczyki. Cofnąłem się do recepcji, nie było tam nikogo.
Przysiadłem na schodkach i zaczekałem. Po mniej więcej kwadransie do
samochodu podszedł farmer z sąsiadującej z nami plantacji bananów.
Zapomniał czegoś wziąć i się wrócił. Kiedy spytałem, czy nie bał się że
mu ktoś może ukraść samochód popatrzył na mnie tak, jakby tym kimś
mógłbym byc tylko ja.

Zerknąłem na parking znajdujący się z boku hali fabrycznej. Co prawda
ogrodzony, lecz w godzinach pracy dwie bramy są otwarte na oścież. W
zatoczce znajdującej się najbliżej płotu parkowało dokładnie 31 aut.
Nie mogłem się oprzeć, poszedłem sprawdzić. Jeśli ktoś mnie obserwował
z hali musiałem wyglądać dość podejrzanie. Obszedłem wszystkie 31 aut,
27 z nich nie było zamknięte. Cztery pozostałe, to modele dośc
nowoczesne, więc nie wiem czy właściciel zamkną je osobiście, czy też
auta same się blokują, jeśli wyłączony jest silnik i nie ma kluczyków w
stacyjce. Spośród tych 27 nie zamkniętych aut 11 miało zostawione
kluczyki w stacyjce. Popatrzyłem na parking i westchnąłem, tak FNQ to
zupełnie inny świat. Ale czy gorszy?
 

Prohibicja

1 komentarz


Kilka miesięcy temu bigoci znajdujący się aktualnie u koryta postanowili przebić bigotów z poprzedniej ekipy rzadzącej w uszczęśliwianiu ludu pracującego poprzez wzmożoną walkę z alkoholizmem. Głównym orężem w tej nierównej batali jest akcyza na ….. jeden wybrany asortyment alkoholu, mianowicie gotowe do picia drinki zwane tu „alcopops”. W wyniku tej niezwykle sprytnej i przebiegłej polityki 0,25l drinka kosztuje mniej więcej 70% więcej niż stojące obok piwo czy wino. Jak ktoś przezornie (trzeźwo?) zauważył, delikwent udający się do monopolowego z myślą o urżnięciu się w sztok zamiast wódki z sokiem czy rumu z colą kupi zgrzewkę piwa czy karton wina. Gorzelnicy od samego początku dali do zrozumienia, że nie oddadzą tak łatwo części tego lukratywnego rynku piwowarom i producentom win. Skoro nie opłaca się kupować gotowego drinka, to zrób sobie sam. Do każdej butelki czegoś mocniejszego zaczęli dodawać 2l colę gratis. No, ale to ma jednak swoje ograniczenia, jest trochę zachodu by zrobić sobie drinka, nie zawsze są ku temu warunki. Zaczęto szukać innych rozwiązań. Co bardziej chciwi i krótkowzroczni importerzy do puszek z napisem „piwo” wlewali drinki. Niestety kiepsko to wypada marketingowo a i można do pierdla trafić. Sprytniejsi doszli do wniosku, że skoro podwyższony podatek jest tylko na mieszanki wódek, rumów i innych mocnych alkoholi, to zaczną robić drinki z piwa. Wszak dzisiejsza technologia pozwala warzyć czyste piwo i mieszać je z różnymi substancjami aromatycznymi i smakowymi. W kręgach rządowych zawrzało !!! Obecna wicepremier o aparycji Dzierżyńskiego w spódnicy o mało się nie zagotowała komentując to posunięcie. Zapowiedziała szybką likwidację tej luki w przepisach a producentów nawała nieodpowiedzialnymi aspołecznikami.

Co dalej? Może wzorem rządów stanowych wprowadzimy prohibicję taką jaka obowiązuje we wspólnotach aborygeńskich? W zależności od wspólnoty można mieć góra 2 kartony lekkiego lub średniej mocy piwa (do 3.5%) i butelkę 750ml wina. To najłagodniesze z ograniczeń. W skrajnych przypadkach (a jest ich nie mało) we wspólnotach obowiązuje całkowity zakaz posiadania, wytwarzania, sprzedawania i spożywania aloholu. Niemożna też mieć zestawów do warzenia piwa, ani żadnych jego składników czy surowców. Kara za jego złamianie to 37 500 AUD za pierwszym razem, 52 500 (lub pół roku pierdla) za kolejne przewinienie i 75 000 (lub półtora roku pierdla) za trzecie przewinienie. W każdym przypadku konfiskowany jest również pojazd, którym przewożono kontrabandę. Taryfikator nie przewiduje 4 razu, może od razu zastrzela na gorącym uczynku? Są dwa namacalne efekty tego rozwiązania. Pierwszy, wzrosła mobilność Aborygenów. Nie mogąc ani kupić ani przywieźć alkoholu na miejscu wypuszczają się poza rezerwaty wspólnoty  na „gościnne występy”. I tak z Terytorim Północnego potrafią dymać 600 km by nachlać się w Mont Isa. Drugi efekt, to jeszcze dotkliwszy drenaż portfeli, bo im bardziej rzecz jest nielegalna i im większe są za to kary, tym wyższa cena na „czarnym rynku”. I tak dla przykładu przed styczniowym zaostrzeniem restrykcji karton piwa, który w monopolowym koszuje ok 35 AUD we wspólnocie aborygeńskiej średnio schodzi po 200 AUD. Karton wina 60-80 AUD.

Historia uczy, że każdy kraj, który w przeszłości wprowadzał częściową lub całkowita prohibicję był książkowym przykładem działania zasady niezamierzonych skutków podczas gdy te zamierzone były minimalne. W USA w latach 20-tych dzieki prohibicji skonsolidowała się i urosła w siłę mafia. W efekcie alkohol można było pic częściej, drożej i w gorszych warunkach. Zakaz sprzedaży alkoholu na wynos w Rosji w latach 1914-1923 przyniósł ze sobą wzrost bimbrownictwa na niespotykaną dotychczas skalę. Wprowadzone mniej więcej w tych samych latach ograniczenia w krajach skandynawskich przyczyniły się do powstania gigantycznej „szarej strefy” przemytników, do zwalczania których trzeba było odciągnąć siły z innych miejsc. W Australii mało kto jednak zna historię. Ci, natomiast, którzy o tym słyszeli żyją w przeświadczeniu, że mieszkamy w tak unikalnym i niepowtarzalnym kraju, że żadne reguły „starego świata” do niego się nie odnoszą.


  • RSS