Śpiewała kiedyś Alicja Majewska, jednak okazuje się, że czasami nie jest to wcale takie proste, szczególnie gdy mieszka się w krajach, gdzie męska dominacja jest usankcjonowana prawnie. Równouprawnienie i różnice w warunkach życia kobiet i mężczyzn jest jednym z tematów, którym zajmuje się Światowe Forum Ekonomiczne. Przyjrzyjmy się więc oczami specjalistów z tej organizacji jak to jest być kobietą w Australii.

Na 130 krajów, które uwzględniono w badaniu, pod względem równouprawnienia Australia plasuje się na 21 miejscu. To zbiorczy wynik. Popatrzmy na detale, bo jak wiadomo, diabeł zawsze tkwi w szczegółach.

Udział kobiet w ogóle zatrudnionych   - 40 miejsce
Poziom płacy kobiet za taką samą pracę  - 70 miejsce
Szacunkowy dochód    - 13 miejsce
Legislatorzy, wyżsi urzędnicy i dyrektorzy  - 23 miejsce
Specjaliści i technicy    - 1 miejsce

Poziom analfabetyzmu, zapisów do szkół podstawowych, średnich i wyższych – 1 miejsce (ex equo 24 kraje)

Zdrowie i Przeżycie    - 73 miejsce
Średnia życia     - 90 miejsce

Kobiety w parlamencie    - 27 miejsce
Kobiety na pozycjach ministrów   - 30 miejsce
Kobiety jako głowy państw    - 40 miejsce. 

Całość opracowania, z którego zaczerpnąłem informacje można znaleźć TUTAJ. W opracowaniu wkradł się jednak błąd. Kobiety w Australii nie mają prawa do 52 tygodniowego PŁATNEGO urlopu macieżyńskiego jak sugerują autorzy. Jest to urlop bezpłatny.

Wyniki są dla mnie pewnym zaskoczeniem. Trzeba jednak zachować pewien zdrowy rozsądek w ich interpretacji. Każdy bowiem stwierdzi, że mimo lepszego statusu kobiet na Sri Lance czy Mozambiku niewiele Australijek chciałoby się tam przenieść, a idę o zakład, że znacznie więcej jest chętnych do migracji w drugą stronę.