Cairns jest ostatnim cywilizowanym miastem na północy Australii. Później mamy już tylko Półwysep York, a 800 km dalej, za Cieśniną Torresa Papuę-Nową Gwineę. Z racji swojego położenia jest to ośrodek administracyjny dla olbrzymiego obszaru północnego Queensland jak również zamorskiego sąsiada. Są firmy, które mają swoje rejestrowe siedziby w Port Moresby (stolicy PNG), lecz de-facto operują z Cairns. Tu mają biura i zaplecze techniczne. Powód jest prozaiczny, w Cairns jest infrastruktura i wykwalifikowany personel, którego brak na PNG. Zdają sobie sprawę z tego nie tylko businessmani i managerowie, ale również zwykli Papuasi, którzy coraz częściej szukają w Cairns  pomocy, jakiej nie uzyskaliby u siebie. Czasami są to bardzo wzruszające historie. Jedną z nich właśnie żyje Cairns.

Wydarznie miało miejsce w małej, odciętej od świata wiosce na granicy Papui-Nowej Gwinei z anekowanym przez Indonezję Irianem (zachodnia częścią wyspy). Te miejsca należą do najgorzej dostępnych lokalizacji dla człowieka. Dżungla Amazonii w porównaniu z Nową Gwineą pokryta jest gęstą siatką dróg. W jednej z wiejskich szkół miał miejsce nieszczęśliwy wypadek. Sześcioletnia dziewczynka Dulcie Nakai pechowo wypadła z okna na pokryte kolcami drzewo hibiskusa. Ostre gałęzie fatalnie rozcięły jej podbrzusze odkrywając wnętrzności. Do dziewczynki wezwany został jej wujek, 40 letni Iambai Pisau, rolnik z tej samej wioski. Jasne było, że bez fachowej pomocy dziecko nie przeżyje, a na taką nie mogli liczyć na miejscu. Musieli za wszelką cenę dotrzeć do Cairns, bagatelka ponad 1000 km dalej. Tak własnie zaczął się wyścig z czasem. Iambai Pisau zabrał swoją siostrzenice do drewnianej łodzi i popłyneli do sąsiedniej wioski, do najbliższego punktu medycznego tylko po to by pocałować przysłowiową klamkę. Punkt był zamknięty na 4 spusty, jedyna pielęgniarka rozwoziła dostawy po okolicznych osadach. Udało się jednak zorganizować trochę bandaży by opatrzyc rozległą ranę oraz zwykłego panadolu by usmierzyć ból. Stąd ambulansem dostali się do odległego o 5 godzin jazdy miasteczka Morehead. Tam przesiedli się na niewielką aluminiową łodź motorową. Pierwszego dnia płynęli 8 godzin. Więcej się nie dało. O tej porze roku dzień ma Nowej Gwinei ma około 11 godzin. Po zmroku można tylko wpakować się na pniak zostać wieczornym posiłkiem krokodyli. Chcąc, nie chcąc musieli spędzić noc na brzegu. Następnego dnia kontunuowali podróż aluminiową łupiną dopływając do wyspy Boigu w Cieśninie Torresa. Mimo, że wyspa znajduje się tylko 6 km od brzegów PNG należy do Australii. Kiedy tu dotarli, było już „z górki”. Medycy z wyspy opatrzyli Dulcie i zorganizowali transport helikopterem na wyspę o wdzięcznej nazwie Czwartek (Thursday Island). W tym samym czasie z Cairns wystartował samolot latających lekarzy. Po czterech dniach dramatycznej podróży Dulcie trafiła na stół operacyjny. Lekarze są jednomyślni, bez operacji dziecko nie miałoby najmniejszej szansy przeżyć. Co więcej, trafiła na stół w ostatnim momencie. Kilka godzin później infekcja byłaby juz niemożliwa do opanowania. Iambai Pisau za swoją determinację i upór w ratowaniu siostrzenicy został okrzyknięty bohaterem. Para pozostanie w Cairns na czas rekonwalescencji małej.

Historia ta nie jest odosobniona. Do szpitala w Cairns często trafiają mieszańcy PNG, nie zawsze jednak w równie dramatycznych okolicznościach. Mnie osobiście najbardziej porusza w całej historii, to współdziałanie wszystkich „służb”. Oto bowiem obywatele obcego kraju nielegalnie przekraczają granice w niedozwolonym miejscu nie posiadając żadnych wiz czy paszportów. Służby graniczne nie deportują Iambai Pisau ani go nie wsadzają za kratki, pozwalają lecieć z siostrzenicą. Lokalne ambulatorium organizuje najszybszy możliwy transport, bo wysyła ich na Thursday Island helikopterem a nie o wiele tańszą i wolniejszą łodzią. Co więcej, na czas pobytu Dulcie w szpitalu jej wuj ma zapewniony na miejscu dach nad głową, wikt i opierunek. I tu znów wychodzi dwoistość Australii. W ratowaniu życia system sprawdza się na medal, w ratowaniu zdrowia, no cóż spuścmy zasłonę milczenia.