harom blog

Twój nowy blog

Wpisy z tagiem: ogrodek

 
Chciałbym, żeby ten czas nigdy nie przeminął, nigdy nie przeminął, nigdy nie przeminął.

Sobota, to taki dzień tygodnia, gdzie mamy okazję coś załatwić, coś
kupić, coś zrobić. Kiedyś w Australii nawet wojsko pracowało od
poniedziałku do piątku od 8 do 16.30. O 16.30, a w piątek nawet
wcześniej wyłączali radary i do domu na weekend. Teraz wszystko się
powoli zmienia. Coraz więcej sklepów i biznesów czynnych jest również w
sobotę. Wykorzystujemy to. Tego dnia również mamy czas zrobić coś przy
domu. A posiadanie własnej chałupy z kawałkiem trawnika, to niekończąca
się harówka. Owego dnia postanowiliśmy zmajstrować urządzenie do
ściągania liści z palm. W sklepach można dostać piłkę lub sekator na
wysięgniku, lecz kosztuje to bajońskie krocie a na 4m tyczce obcina się
kiepsko. Nasz plan był prostszy. Z samego ranka udaliśmy się do sklepu
z ekwipunkiem morskim i wędkarskim, gdzie metodą kupna nabyliśmy
solidny hak oryginalnie służący do wciągania na łódź dużych ryb.
Następnie zaszczyciliśmy swoją obecnością market budowlany, skąd
przywlekliśmy stosownej długości drewnianą tyczkę. Po połączeniu obu
elementów za pomocą wiertarki i druta otrzymaliśmy cudowną broń do
walki w ogrodzie. Do tej pory cięliśmy liście, które swobodnie spadły
na ziemię, mogłem oberwać z drabiny lub zwisały do takiej wysokości, że
można było do nich sięgnąć. Parę tygodni temu spadający z naszej
największej palmy „listek” połamał w jak zapałki metalowe pręty
pergoli. To był sygnał, że trzeba zacząć działać, nie czekać aż
następny przebije na wylot blachę na dachu. Teraz, kiedy już mieliśmy
hak na tyczce bez problemu oczyściliśmy większość drzew. Wystarczyło
wbić go w łodygę liścia i mocno pociągnąć. I w ten sposób harom vel
pomysłowy Dobromir i Szpulka odwalili kawał dobrej, nikomu nie
potrzebnej roboty. Tego dnia jeszcze wymieniliśmy olej w kosiarce,
odwiedziliśmy znajomych, napadliśmy rzeźnię, upichciliśmy żeberka w
miodzie i piwie, wywierciliśmy 12 otworów w uchwycie na śróbokręty
haroma, naprawiliśmy cieknący prysznic.

A wieczorem? Wieczorem poszliśmy na spacer. Nawiedziliśmy sklep z
artukułami pierwszej potrzeby
monopolowy na naszej plaży, kupilśmy
butelkę dobrego, białego wina. Zatoczyliśmy kółko po dzielnicy i
poszlismy nad ocean. Był już wieczór. Ocean głośno dudnił wielkimi
falami łamiącymi się z hukiem na płyciznach. Gdzieś tam daleko na
połódniu szalał cyklon Hamisz, który minął nas rankiem. Nad nami
księzyc prawie w pełni lekko przezierał przez pierzaste obłoki.
Siedliśmy na wyrzuconym na brzeg grubym pniu, odszpuntowaliśmy butelkę.
Wino pod parasolem gwiazd na plaży smakuje wyśmienicie. I gadaliśmy.
Gadaliśmy od rzeczy o pierdołach. I nie istniała cała sobota zajęć w
domu, cały tydzień użerania się w pracy. Nawet nie wiem ile lat miałem
tego sobotniego późnego wieczora.

Nie lubię półśrodków. Jak mieszkać nad oceanem, to góra kilkaset
metrów, tak by można było tam podejśc w każdej chwili, napić się wina
czy piwa nie martwiąc się, że trzeba wsiąść „za kółko”. Nie wyobrażam
teraz sobie mieszkać w Brisbane, gdzie do plaży w najlepszym przypadku
jest 70 km. W Sydney czy Melbourne jest co prawda bliżej, ale 20-30 km
to też kawałek.

 
- Poczyń nową notkę, wszak już tydzień minął – zagaiła Szpulka.
- Nie poczynię, nie mam weny, nie mam pomysłu ani tematu – odburknął harom.
- Pisz o życiu, nie szukaj natchnienia w gwiazdach, bibliotece czy na internecie.
- Ale co ja będę pisał z przymusu jakbym conajmniej do jakiegoś konkursu stawał?
- Pisz od siebie, od serca, mie pod publikę ani konkursowe jury – Szpulka nie dawała za wygraną.
- No właśnie od siebie nie mogę, mam kryzys twórczy.
- Ja Ci mówię, poczyń nową notkę, albo będziesz musiał sam, samiuteńki wypić ten wyrób szampanopodobny, którym oblewaliśmy wczoraj Nowy Rok na plaży. – Szpulka przyjeła teraz dla odmiany rolę „złego policjanta”.
- Zrtujesz chyba !!!! – harom potwornie się wzdrygnął na samą myśl o tym czymś. – Płyn Lugola lepiej smakował !!!
- Nie, nie żartuje i nie bedzie żadnego piwka zanim to coś nie zniknie z lodówki.
- Kurde, psu bym tego nie dał, bo by zdechł, na ogródek nie wyleję, bo…….. czekaj, czekaj, ogródek -  haromowi coś we łbie zaświtało, – napiszę notkę pod tytułem „Tydzień na działce”.
- Poradnik dla narkomana czy dla specjalisty od aromaterapii marihuaną?
- Poradnik działkowca !!!

Od kiedy wprowadziliśmy się do PlanuB różne mniej i bardziej rozsądne pomysły przychodzą nam do głowy. Jednym z nich jest „zew ziemi”. Dysponując kawałkiem placu postanowiliśmy dla rozrywki posadzić to i owo. Więcej z tym zachodu i kłopotu niż pożytku. Dla mnie to jednak pewien rodzaj hobby. Zacznijmy więc krótki rekonesans po naszym miniogrodzie.







Tymianek i bazylia. Sadzonki kosztują drożej niż pęczek ziół na bazarze. Jednak zawsze to frajda mieć zioła na zawołanie z własnego ogródka. Jak widać polisciach bazylii nie tylko my w niej zasmakowaliśmy. Poza ziołami na fotce mamy jeszcze mięte i kolendrę. Ta pierwsza coś kiepsko nam rośnie. Musi mieć nieodpowiednią ziemię bo wody jej nie brakuje.













W sekcji owoców mini gospodarstwo „Szpulka & harom” Spółka z Nieograniczoną Nieodpowiedzialnością przedstawia kumkwata (fot.1), bananowca (fot.2) oraz papaje. Kumkwat to owoc z rodziny cytrusowatych. Dla dociekliwych polecam Wikipedię. Drzewko znalazło się w naszych rękach przez przypadek. Pojechaliśmy do sklepu z zamiarem zakupu pomarańczy lub mandarynki. Długo wybieraliśmy i wybrzydzaliśmy. W końcu zdecydowaliśmy się na mandarynkę. Zapłaciliśmy, zapakowaliśmy sadzonkę do samochodu, następnego dnia wsadziliśmy miedzy palmy. Kilka dni później dokładnie przeczytałem kartkę z opisem dołączoną do drzewka. :) hehehe.

Któregoś pieknego dnia zakomunikowałem w pracy, że chciałbym posadzić na podwórku banana. Ludziki popatrzyli na mnie z niedowierzaniem, u jednych źrenice oczu rozszerzyły się do granic możliwości. U innych nastąpił opad szczęki. Po około 15 sekundach totalnego zaskoczenia cała ferajna wyła ze śmiechu. Tym bowiem stwierdzeniem po raz kolejny utwierdziłem ich w przekonaniu, że jestem nieźle szurnięty. Nie dość, że dookoła tysiące hektarów plantacji bananowych, banany na samoobsługowych ladach przy drodze można kupić za 1AUD/kg to jeszcze kto to widział, by na podwórku trzymac drzewa owocowe? Na podwórku to się trzyma palmy, ozdobne krzewy, kamienie, można zrobić staw a najlepiej basen, ale nie sad. Ja jednak nie popusciłem. Dogadałem się z właścicielem plantacji sąsiadującej z naszą fabryczką i wkrótce przywiozłem do domu 3 sadzonki.

Papaję dostaliśmy „z dobrodziejstwem inwentarza”. Była jednak jakaś mała i miała mnóstwo suchych liści. Od kiedy podprowadziłem tam system irygacyjny nabrała kształtów i zaczęła owocować. Problem w tym, że ani Szpulka, ani ja nie lubimy owoców, które smakują jak odsolone masło z paczek z darami za czasów Regana.












Papryczki również dostaliśmy w spadku po poprzednich lokatorach. Były jednak bardzo wysuszone i mizerne. Pojedyńcze owoce na łysych, prawie pozbawionych liści łodygach nie prezentowały się okazale. Tak jak w przypadku papai po zamontowaniu zraszaczy rosliny odrzyły. Nabrały animuszu i od 2 miesięcy owocują non stop. Mamy tyle chili, że spokojnie możemy przerzucić się na tajską kuchnię.









Ogórki. Dwie fotki zrobione w odstępie 2-3 tygodni. W Cairns nie można kupić ogórków do kiszenia. Te „normalne” zielone są sprzedawane dopiero jak osiągną rozmiar małego arbuza. Ciężko włożyć do słoja. :) Można je zastąpić ogórkami libańskimi. Ale co to za polski kiszony czy małosolny z libańskich ? Zostaliśmy postawieni pod ścianą. Albo posadzimy własne ogórki, albo nadal bedziemy zadowalać się towarem ogórkopodobnym. Pierwsze próby nie były pomyślne. Na pierwsze 6 sadzonek wzeszło 4, ale później niestety i one padły. Za drugim razem postanowiłem nie bawić się w jakieś pierdoły i wysadziłem ogórki od razu do ziemi. Efek jak na załączonych obrazkach. Właśnie nam kwitną. :)








I na koniec arbuz. Kupiliśmy małą sadzonkę na próbę. Nosiliśmy się z zamiarem kupna 4, ale nie byliśmy do końca pewni czy się przyjmie. Chyba polubił naszą grządkę. Teraz zachodzimy w głowę kiedy przestanie rosnąć. :)


  • RSS