harom blog

Twój nowy blog

Wpisy z tagiem: kuchnia


Vegemite to niekoronowany król Australii, jedna z tutejszych ikon, z którą Aussie są związani niczym Polacy z ogórkiem kiszonym czy kapustą. Ma postać ciemnobrązowej pasty, którą spożywa się rozsmarowaną na pieczywie, krakersach czy biszkopcie. Jest to wyjątkowej klasy świństwo i nie da się przejść wobec niego obojętnie. Powstaje z odpadków drożdży pozostających w browarze po procesie warzenia piwa  oraz różnorakich dodatków roślinnych i przypraw. Vegemite w Australii tworzy swoistą subkulturę. Jest manifestem odrębności i niezależności. Postrzegany jest jako coś tak australijskiego jak miś koala czy gmach opery w Sydney. Marka szeroko wykorzystywana jest w kulturze pop. Kampanie reklamowe juz od lat 50-tych skupione są na wytworzeniu u konsumentów przekonania, że spożywanie Vegemite sprzyja podniesieniu ponad przeciętność sprawności umysłowej, polepszeniu zdolności do przyswajania wiedzy przez dzieci oraz poprawienia wydolności fizycznej. Ludzie go uwielbiają lub nienawidzą, nie ma środka. Mimo wielu kampani reklamowych pasta nie znalazła uznania u konsumentów spoza Australii i Nowej Zelandii. Właściciel marki, amerykański koncern żywnościowy Kraft Foods zrezygnował nawet z eksponowania swojego logo na etykietach Vegemite sprzedawanego w USA.


Historia Vegemite sięga 1922 roku, kiedy to angielscy osadnicy zdruzgotani przerwami w dostawach z Wysp Brytyjskich innej pasty drożdżowej Marmite zlecili technologowi żywienia Cyrylowi Callisterowi stworzenie receptury na lokalną odmianę tego „przysmaku”. W tym samym roku opatentowano procedurę wytwarzania i znak handlowy Vegemite. Początkowo należała do australijskiej firmy Fred Walker & Co., ale wkrótce sprzedano ją firmie Kraft. W październiku 2008 oficjalnie świętowano wyprodukowanie miliardowego słoika Vegemite.


W 2006 roku, kiedy pomieszkiwaliśmy w Melbourne, lokalny brukowiec „The Herald Sun” w poszukiwaniu sensacji zamieścił obszerny artykuł jakoby władze USA zakazały importu pasty do USA i przeszukiwały przybywających tam Aussiech. Powodem miał być kwas foliowy dodawany do Vegemite, który w Stanach jest dodatkiem zakazanym do wyrobów innych niz pieczywo i płatki śniadaniowe. O ten niecny atak na australijskie dziedzictwo narodowe podejrzewano samą administrację G. Busha. Po krótkim zamieszaniu okazało się, że cała sprawa zaczęła się z żartu jednego z turystów, który był przeszukiwany przez amerykańskie służby celne oraz nadgorliwości hien dziennikarskich. Sprostowanie, które przyszło od amerykańskich służb fitosanitarnych zaprzeczyło istnieniu jakiekokolwiek zakazu importu i choć technicznie rzecz biorąc produkt ten jest w USA nielegalny własnie ze względu na zawartość kwasu foliowego, to jego prywatny import stanowi tak marginalne zjawisko, że nikt nie będzie występował o przeprowadzenie odpowiednich testów, które mogłyby się stać podstawą blokady.


Potrzeba matką wynalazków. Odcięci od swojego przysmaku Angole stworzyli jego australijską wersję, a odcięci od alkoholu Aborygeni nauczyli się wykorzystywać go w sposób jaki nie śnił się twórcom. Jak alarmuje lokalna prasa, we wspólnotach na północ od Cairns, gdzie jest całkowita prohibicja oraz zakaz posiadania jakichkolwiek składników czy urządzeń, z których można wyprodukować alkohol miejscowi Aborygeni rozwinęli metodę produkcji napoju alkoholowego z Vegemite. Widać prohibicja sprzyja nie tylko poprawie bezpieczeństwa i zdrowia we wspólnotach, ale równiez ma pozytywny wpływ na kreatywność autochtonów. Znając smak Vegemite sądze, że wypicie alkoholu pędzonego na nim jest na prawdę aktem desperacji. 
 

 
I znów mamy Boże Narodzenie. Kolejne bez śniegu, który skrzypi pod butami w drodze na pasterkę, bez dorodnego świerka lub świętokrzyskim zwyczajem jodły. W Cairns nie czuje się atmosfery Świąt. Jest, bo jest, ale dlaeko jej do naszej słowieńskiej duszy.




Święta widać przede wszystim w handlu. W Wigiliję, która w Australii jest dniem jak codzień sklepy otwarte są do północy. W niektórych dużych miastach od 23.12 rano do 24.12 do połnocy non stop. Nawet w nocy. Innym wyznacznikiem świąt są dekoracje ogrodowe. Te na fotce powyżej można oglądać w dzień.

Te fotki zostały zaczerpnięte ze strony lokalnego brukowca „The Cairns Post”. Jak co roku w mieście urządzany jest konkurs na najlepszą świąteczną iluninację. I jak co roku możemy oglądać zarówno gustowne i estetyczne kompozycje, na któryc aż miło zawiesić oko, jak również (a może przede wszystkim) mnóstwo kiczu i szmiry bez kszty dobrego smaku.








To nasza miejska choinka w Cairns. Całkiem ładnie komponuje się na tle palm. Na szczególną uwagę zasługują dość osobliwe ozdoby bożonarodzeniowego drzewka. Rzekłbym dość mocno uwzględniają lokalną specyfikę.  Dla mało spostrzegawczych dodatkowe powiększenie.

A co u nas? My poszaleliśmy na te święta z jedzeniem. Od 2 dni stoimy przy garach i gotujemy. Tegoroczne świąteczne menu u Szpulki i haroma składa się z:  3 makowców, bułek z serem, chałki, ruskich pierogów oraz z kapustą i grzybami (76 sztuk), pasztetu z królika, kompotu z suszu, flaków, sałatki warzywnej, bigosu i zupy grzybowej. Dla niezorientowanych przypomnę, że jesteśmy przedstawicielem grupy, na którą w slangowo mawiają „dinks” (double income no kids). Ale to takie święta, gdzie trzeba duuuuuużo jeść. W tym roku spędzimy je na częściowo nad Oceanem. Zawsze marzyłem o świętach czy sylwestrze w kąpielówkach na plaży. Dlatego spakujemy naszą wyżerkę do kosza piknikowego i zasiądziemy pod palma na skraju „naszej plaży” w oczekiwaniu pierwszej gwiazdki. Tylko opłatka nam brak. Drugą część Wigilii spędzimy goszcząc w domach Polaków w Cairns. I to nie jednym. Tak się bowiem złożyło, że Wigilia w tym roku wypada w środę, czyli dniu polskiej audycji na antenie radia Cairns FM 89.1. Punktualnie o godzinie 20.00, kiedy z pewnością kilka rodzin zasiądzie do wigilijnej wieczerzy bedę usiłował odtworzyć polski bozonarodzeniowy nastrój na falach eteru. Prawie 14000 km od domu. A dla wszystkich czytających WESOŁYCH ŚWIĄT, MOKREGO KARPIA !!!!


  • RSS