harom blog

Twój nowy blog

Wpisy z tagiem: gospodarka


Vacatio legis (łac. próżnowanie ustawy) to termin prawniczy oznacząjcy okres jaki mija od ogłoszenia nowego prawa do czasu wejścia jego w życie. Celem takiego rozwiązania jest umożliwienie wszystkim zainteresowanym zapoznania się z nowymi regulacjami oraz przygotowania się do nowych zasad. Termin jaki mija od ogłoszenia aktu normatywnego do dnia wejścia w życie zalezy oczywiście od rangi i stopnia skomplikowania nowych zasad. Inny bowiem bedzie dla Konstytucji a inny dla ogłoszenia stanu wyjątkowego. Dla „zwykłych uregulowań” w Polsce jest to przeważnie 14 dni od daty publikacji.

W Australii, która dla wielu jawi się „Państwem Prawa” naturalne powinno być, że rządzący nie zaskakują społeczeństwa z dnia na dzień rozwiązaniami, które stawiają ich w trudnej sytuacji bez terminu przejściowego, możliwości i czasu na dostosowanie się. Do niedawna również i ja stałem na takim stanowisku, choć ostatnio mocno zacząłem je weryfikować. Wpłynął na to szereg decyzji rządu Kevina „ministranta” Rudda, kótre jasno pokazują, że rządzący uprawiają zamordyzm i mają społeczeństwo za motłoch.

Zaczęło się od zeszłorocznego wycofania się z rządowego dofinansowania domowych instalacji produkujących energię elektryczną. W ramach targów politycznych poprzedni rząd Johna Howarda zgodził sie dopłacać do 8000 AUD ludziom, którzy zdecydują się na swoich dachach założyc baterie słoneczne o mocy od 1-10 KW. Nie był to bynajmniej efekt proekologicznej polityki ówczesnego premiera, ale cena jaką zapłacił za poparcie przez „zielonych” wprowadzenia podatku VAT (GST) w Australii. Działało to tak, że ludzie instalowali system na własny koszt a następnie składali wniosek o przynanie „rabatu”. W trakcie prac nad tegorocznym budżetem rząd Kevina „ministranta” Rudda dał do zrozumienia, że z powodu oszczędności budżetowych program ten zostanie zawieszony. Wprowadziło to trochę ożywienia do branży, bo kto do tej pory się wahał czy założyć instalację słoneczną zaczął działać by załapać się na dofinansowanie. I nagle w połowie czerwca minister srodowiska ogłosił, że rząd dofinansuje tylko te projekty, które zostana ROZPATRZONE przez urzędników do końca tygodnia !!!. Nie, że nabór aplikacji trwa jeszcze 3 dni, tylko te, które bedą miały szczęście znaleźć się na biurku jakiegoś biurokraty !!! Ile osób zostało na lodzie to tylko tajemnica. Ile firm musiało z dnia na dzień zwolnić pracowników, pozostanie również tajemnicą.

Kolejnym przykładem nie liczenia się z motłochem była zmiana przepisów emigracyjnych. Do tej pory każda zmiana dotyczyła tylko aplikacji zlożonych po dniu wejścia w życie nowych regulacji. Często, jeśli dotyczyło to studentów, dopiero tych, którzy po wejściu wżycie nowych przepisów rozpoczęli studia. Wszytko by nie stawiać w niekorzystnej sytuacji tych, którzy już wydali kilkanaście tysięcy dolarów na naukę. Tym razem rząd Kevina „ministranta” Rudda wprowadził przepisy, które obowiązują nawet osoby, które już złożyły wnioski wizowe. I tak nagle może się okazać, że ktoś spędził kilka lat na nauce, wydał majątek a jego zawód z dnia na dzień spadł z listy „pożądanych” i aplikacja, której samo złożenie kosztowało około 3k AUD stała sie właśnie czymś gorszym od papieru toaletowego.

Następnym przykładem, całkiem podobnym do tego z panelami słonecznymi było zawieszenie programu dofinansowania izolacji termicznych budynków. Sam program byl idiotyczny i od początku niewydolny lecz ogłoszenie, że z dnia na dzień rząd się z niego wycofuje skutkuje tym, że mnóstwo firm zostało z pełnymi magazynami materiałów izolacyjnych, których nikt teraz nie potrzebuje a rzesze pracowników, którzy zakładali instalacje musiało zostać zwolnionych. Ciekawe jak partyjni „spin doktorzy” wytłumaczą ludziom, że za ich rządów nikomu nie stała się krzywda a wręcz wszystkim żyje się lepiej.

Na koniec mała zmiana z ostatniej chwili. W środku dnia dowiadujemy się, że od północy rząd podnosi akcyzę na papierosy o 25%. Jako niepalącemu powinno mi to „powiewać”, lecz trudno mi się pogodzić z faktem, że ktoś z dnia na dzień podnosi podatek o 25%. Teraz czekam na radosną konferencję prasową Kevina „ministranta” Rudda na której powie „Kochani obywatele, ludu pracujący (working families) Australii dwa tygodnie temu wprowadziliśmy nowy podatek, smotne mamy (single mothers), emeryci i renciści (pensioners), opiekunowie (carrers) nigdy nie miały się lepiej w Australii niż dziś !!!”.

 

Dzień 41. 
Około południa dzwoni do mnie manager serwisu zapewniając solennie, że samochód będzie w środę do końca dnia. Stanowczo żadam spotkania i wyjaśnień. Zgadza się na spotkanie i obiecuje, że odpowie na wszystkie pytania. 
Dzień 42. 
Kwadrans przed piąta po południu człowiek z serwisu dzwoni….. do Szpulki. Ta na szczęście jest na mieście więc zdążyła jeszcze podejść do warsztatu, odebrać kluczyki i zapłacić. 
Dzień 43. 
Dzwoni do mnie manager z pytaniem czy możemy przełożyć spotkanie na jutro na godzinę 12.00. Zgadzam się. 
Dzień 44. 
W drodze do warsztatu Kijanka strasznie dziwnie się zachowuje. Na skrzyżowaniach na luzie silnik pracuje w zakresie 1100-1500 obrotów. Czasami nawet skacze do prawie 2000. Wpadam do serwisu tylko po to by dowiedzieć się, że manager jest od dziś na urlopie. Proszę kolesia, który mnie tak zwodził z terminami by zerknął na samochód. Zgadza się, że obroty są za wysokie. Rezerwuje mi miejsce na pierwszy dzień roboczy po świętach na 8 rano. Ruszam spod warsztatu. Silnik zaczyna się dławić i dziwnie zachowywać. Na desce rozdzielczej bije po oczach kontrolka awarii silnika. Wracam do serwisu z jadaczką od ucha do ucha. Robię taką wojnę, że czekam tylko aż zbiegną się ochroniarze z pobliskiego centrum handlowego. W efekcie Kijanka zostaje w serwisie a ja wracam do domu autem zastępczym. Samochodzik jest nówka, ma jeszcze folię na podłodze. Teraz jak mam czym jeździć to mogą trzymać mój samochód nawet do Wielkanocy jeśli mają taką ochotę. 
Samochodu znów nie mam. Ciąg dalszy nastąpi.

Co z tą gospodarką?

1 komentarz


Australijska ekonomia jest dobrym przykładem zjawiska zwanego Chorobą Holenderską lub czasami deindustrializacją. Sytuacja taka ma miejsce, gdy odkrycie nowych złóż surowców (lub w tym przypadku światowy boom lat 2000-2008) powoduje wysysanie zasobów z pozostałych działów. Szybko rozwijające się górnictwo generowało coraz większe zapotrzebowanie na kapitał i pracę i oba te czynniki uzyskiwało kosztem innych gałęzi gospodarki. Na domiar złego rządzący zamiast zmniejszać dysproporcje kierując fundusze do zagrożonych obszarów wpompowali ogromne nakłady kapitałowe własnie do górnictwa. W połączeniu z gwałtowną industrializacją Chin powstała sytuacja w której przedsiębiorcy masowo ograniczają swoją produkcję w Australii. Przejawia się to zarówno w całkowitym zamykaniu  fabryk, jak i przenoszeniu za granicę najbardziej skomplikowanych procesów i pozostawieniu na miejscu jedynie montowni składających wyroby końcowe „z klocków”. To ostatnie zjawisko w miejscowym slangu okresla się „Ikea State” (kraj Ikea), czyli kraju gdzie (jak przy zakupach z Ikea) do zmontowania wyrobu potrzebny jest jedynie śrubokręt i ewentualnie klucz trzpieniowy. Prawdziwy problem pojawia się w chwili, gdy w ogarniętym Chorobą Holenderską kraju kończy się okres prosperity na surowce. Maleje wtedy zapotrzebowanie górnictwa na pracę a pozostałe działy gospodarki skanibalizowane uprzednio przez ten sektor nie sa w stanie w krótkim czasie wchłonąć nadmiaru ludzi. Często dochodzi również do kuriozalnych sytuacji, kiedy na rynku szaleje bezrobocie a fabryki cierpią na brak pracowników. To z kolei zasługa lokalnej filozofii zatrudnienia, w której nie ma miejsce na myślenie kategoriami „chcesz pracować dla nas a nie masz kwalifikacji, przyłącz się a my Cię wyszkolimy”.

Załamanie gospodarcze, którego własnie doświadczamy to idealna sytuacja dla „spin doctorów”. Właśnie teraz, jak nigdy mają pole do głoszenia, że sytuacja wcale nie jest tak zła jak to się wydaje. Najbardziej bawiło mnie, jak media przygotowywały „lud pracujący” na podwyżkę stóp procentowych. Przez kilka tygodni na każdym kroku powtarzano, że „cieszymy się rekordowo niskim poziomem stóp”. I nikt nie śmiał się wyhylić, że stopu procentowe w Australii sa 3 razy wyższe niż w strefie Euro, 6 razy wyższe niż w Wielkiej Brytanii, 12 razy wyższe niż w Kanadzie czy Szwajcarii. Równie złudne wrażenie powodują dane o bezrobociu. Jak wspominałem wcześniej, w Australii dane o bezrobociu powstają nie na bazie sprawozdań składanych przez firmy lecz na podstawie wywiadów telefonicznych jakie przeprowadza urząd statystyczny z grupą losowo wybranych repsondentów. Dodatkowo wystarczy by respondent pracował w danym tygodniu ponad 1 godzinę by nie uznać go za bezrobotnego. Szacowane w ten sposób dane zrównują pełnoetatową pracę w górnictwie, za którą można utrzymać całą rodzinę z dorywczą pracą na kasie w supermarkecie, za którą można utrzymać samochód jak resztę dołożą rodzice.
 

W moim najbliższym otoczeniu da się również zauważyć ww. problemy w odpowiedniej skali. Fabryczka co prawda oparła się Chorobie Holenderskiej, ale mieliśmy kilku chetnych by przejść do górnictwa. Oparliśmy się, bo jeden z pracowników wycofał wymówienie gdy dowiedział się, że żona jest w ciąży a drugi zrezygnował, bo musiał być na miejscu z powodu choroby ojca. Obaj byli chyba najbardziej wykwalifikowanymi ludźmi w fabryce. Dopadła nas przypadłość „Ikea State”. Kiedyś kupowaliśmy surową stal w sztabach dziś przychodzą do nas półfabrykaty docięte na miarę, z przewierconymi otworami gotowe do skręceia/zespawania. Cierpimy również na braki personelu przy szalejącym bezrobociu. Przesuwamy klientom terminy dostaw mimo, że pracujemy w nadgodzinach, bo mamy 100% wykorzystania załogi a wśród dziesiątek ludzi, którzy zostawiają na recepcji swoje aplikacje nie ma nikogo, kto by miał wystarczające kwalifikacje by mógł stać przy maszynie przez 8 godzin i wciskać guzik. No i na koniec należy dołożyć wciąż rosnące bezrobocie. Kilka dni temu podano, że w Cairns wynosi ono 13.8%, co mając na względzie metody kalkulacyjne ABS można oczytać jako 21%-22%. Taki poziom rodzi już poważne problemy społeczne.

Na koniec pragnę podkreślić, że to moje subiektywne spojrzenie na obecną sytuację, w przeciwieństwie do niektórych użytkowników portali dla australijskiej Polonii, którzy sądzą, że to co sobie myślą ze szwagrem to jest zdanie opinii publicznej.


Wielu emigrantów decydując się na opuszczenie Polski „na zawsze” nie zdaje sobie sprawy jak bedzie wyglądał ich status mieszkaniowy w nowej ojczyźnie. Własne cztery ściany to jedna z najważniejszych rzeczy dla każdego człowieka, bo mieszkać gdzieś trzeba. Co czeka więc emigranta z Polski po przybyciu do Australii w porównaniu z innymi popularnymi kierunkami emigracji takimi jak Kanada, USA, Wielka Brytania czy Irlandia?

Przystępność cen domów określa wskaźnik zwany Housing Afordability Ratio. Wylicza się go na podstawie mediany cen domów i mediany dochodów gospodarstwa domowego. Mediana, to wartość, która dzieli populację na pół. Mediana cen domu na poziomie 100 oznacza, że połowa domów została sprzedana za 100 i więcej, a druga połowa poniżej 100. Analogicznie rzecz się ma z dochodami gospodarstwa. Jeśli wartość ta wynosi 20, to połowa populacji zarabia powyżej 20 a połowa poniżej. Wskaźnik Housing Afordability Ratio to nic innego jak wielkość, która mówi nam ile razy cena domu jest wyższa od rocznych dochodów gospodarstwa domowego. Jeśli wynosi on 6, to oznacza, że statystycznie rodzina musiałaby 6 lat odkładać 100% pieniędzy, nic nie jeść, nie pić, nie kupować by pozwolić sobie na zakup domu.  Zdefiniowano, że ceny domów są przystępne, jeśli przewyższają średnie roczne dochody gospodarstwa domowego do 3 razy, średnio nieprzystepne gdy trzeba przeznaczyć całe dochody z 3-4 lat, poważnie nieprzystępne, jeśli rodzina musiałaby odkładać 4-5 lat i skrajnie nieprzystepne jeśli wskaźnik wynosi 5 i więcej. Badania takie wiele mówią o jakości i standardzie życia „zwykłego żuczka” w danym kraju. Popatrzmy na tabelkę poniżej.

Przystępność cen domów wg. Państw


Kraj       


       



Przystępne




Śrenio nieprzy
stepne




Poważnie nieprzy
stępne




Bardzo poważnie nieprzyst
epne




Liczba miast pow 50 tys.




Średnia


wskaźnik

<=3.0




3.1 – 4.0




4.1 – 5.0 




>5.1


   
Australia 
0

0

3

24

27

6
Nowa Zelandia
0

0

1

7

8

5.7
Irlandia
0

0

2

3

5

5.4
Wielka Brytania
0

0

6

10

16

5.2
Kanada
10

15

5

4

34

3.5
USA
77

59

23

16

175

3.2
Źródło: 5th Annual Demographia International Housing Affordability Survey

Jak wynika z badań w Australii na 27 zbadanych miast 24 miało poważnie nieprzystępne ceny domów a średnia cena domu przewyższała aż sześciokrotnie roczne dochody „ludu pracującego” (working families). W 1996 roku na początku rządów poprzedniego premiera Johna Howarda wskaźnik ten oscylował w okolicach 4.  Nastepna tabela rozkłada pokazuje jak rzeczony wskaźnik prezentuje się w poszczególnych miastach. Cairns jak widać mieści się w połowie stawki.

Przystępność cen domów wg. Miast w Australii


Ranking w Australi


i



Miejsce w rankingu 




Miasto


Stan

Wskaźnik




Średnia cena domu




ROCZNE dochody gospodarstwa domowego


1 190 Bendigo, VIC
4.8
225,000
46,700
2 195 Wagga Wagga NSW
4.9
252,500
51,900
3 199 Ballarat, VIC
5
234,500
47,200
4 202 Canberra, ACT-NSW
5.1
435,000
85,700
4 202 Toowoomba, QLD
5.1
268,800
53,100
6 207 Bunbury, WA
5.2
354,000
67,600
7 220 Launceston, TAS
5.6
250,000
44,600
7 220 Maitland NSW
5.6
309,000
55,600
9 225 Townsville, QLD
5.7
365,800
64,300
10 226 Mackay, QLD
5.8
384,300
66,300
11 227 Albury-Wodonga, NSW-VIC
5.9
302,500
51,600
11 227 Darwin, NT
5.9
426,000
71,900
11 227 Rockhampton, QLD
5.9
336,700
57,000
14 233 Geelong, VIC
6
298,700
50,000
15 235 Cairns, QLD

6.1


371,700

61,400


16 237 Hobart, TAS
6.2
320,900
51,900
17 238 Brisbane, QLD
6.3
410,000
65,100
18 239 Perth, WA
6.4
435,000
67,800
19 242 Newcastle, NSW
6.6
329,600
50,200
20 245 Wollongong, NSW
6.8
358,800
52,900
21 251 Mandurah, WA
7
375,000
53,900
22 253 Adelaide, SA
7.1
363,000
50,900
22 253 Melbourne, VIC
7.1
435,000
61,300
24 255 Bundaberg, QLD
7.2
286,000
39,500
25 261 Sydney, NSW
8.3
529,000
64,000
26 263 Gold Coast QLD-NSW
8.7
496,400
56,800
27 265 Sunshine Coast QLD
9.6
496,800
51,900
Źródło: 5th Annual Demographia International Housing Affordability Survey


Jasnym jest również, że przeważnie dom kupuje się na kredyt, który spłaca się przez 30 lat i więcej. Jesteśmy więc w sytuacji, gdzie by kupić swoje wymarzone cztery kąty musimy zapożyczyć się znacznie więcej niż w Irlandii i nieporównywalnie wieęcej niż w Kanadzie. Jakim obciążeniem będą raty kredytowe dla naszego budżetu? Popatrzmy na stawki stóp procentowych banków centralnych.

AUD 3.00%
NZD 2.50%
EUR 1.00%
GBP 0.50%
CAD 0.25%
CHF 0.25%
USD 0.25%
JPY 0.10%


Na podstawie powyższych danych pokusiłem się o własną kalkulację. Zakładam, że kredyt jest na 100% wartości domu a marża banku wynosi 2,5%, czyli jeśli w Australii stopa procentowa banku centralnego wynosi 3%, to oprocentowanie kredytu hipotecznego wynosi 5,5%. zakładam również kredyt na 30 lat o równej spłacie miesięcznej. Zobaczmy jak wielkie obciążenie stanowi spłata kredytu dla budżetu przeciętnej rodziny.

Miasto Kraj

Wskaźnik




Średnia cena domu




ROCZNE dochody gospodarstwa domowego




Roczna rata




rata % dochodów


Gold Coast AUS 
8.7
496,400
56,800
33,822
59.55%
Sydney, AUS 
8.3
529,000
64,000
36,043
56.32%
Adelaide, AUS 
7.1
363,000
50,900
24,733
48.59%
Melbourne, AUS 
7.1
435,000
61,300
29,639
48.35%
Honolulu, USA
9.1
615,000
67,900
30,128
44.37%
Perth, AUS 
6.4
435,000
67,800
29,639
43.71%
Brisbane, AUS 
6.3
410,000
65,100
27,935
42.91%
Vancouver, CAN
8.4
492,600
58,400
24,132
41.32%
Cairns, AUS 

6.1




371,700




61,400




25,326




41.25%


Auckland NZ
6.4
427,500
67,300
27,539
40.92%
Christchurch NZ
6.1
313,300
51,100
20,182
39.50%
Dunedin NZ
5.5
249,500
45,500
16,072
35.32%
Los Angeles USA
7.2
429,900
60,000
21,060
35.10%
Londyn, WB
6.9
249,900
36,300
12,643
34.83%
Nowy York USA
7
452,500
64,700
22,167
34.26%
Londyn przedm. WB
6.7
191,100
28,500
9,668
33.92%
Dublin IRL
6
390,000
64,600
21,015
32.53%
Galway IRL
5.6
305,000
54,700
16,435
30.05%
Aberdeen, WB
5.9
155,500
26,400
7,867
29.80%
Cork IRL
5.4
311,700
57,200
16,796
29.36%
Edinburgh, WB
5.5
148,700
26,900
7,523
27.97%
Walia WB
5.4
125,800
23,300
6,365
27.32%
Waterford IRL
4.9
272,700
55,100
14,695
26.67%
Boston, USA
5.3
373,400
71,100
18,292
25.73%
Glasgow, WB
5
121,400
24,400
6,142
25.17%
Toronto, CAN
4.8
324,700
67,100
15,907
23.71%
Calgary, CAN
4.8
366,200
75,800
17,940
23.67%
Limerick IRL
4.3
251,700
58,200
13,563
23.30%
Montreal, CAN
4.6
229,900
49,800
11,263
22.62%
Chicago, USA
4.1
250,800
61,300
12,286
20.04%
Washington, USA
3.9
332,700
85,600
16,299
19.04%
Las Vegas USA
3.7
211,600
57,400
10,366
18.06%
Ottawa-Gatineau, CAN
3.4
236,700
69,500
11,596
16.68%
Anchorage, USA
2.9
210,000
71,200
10,288
14.45%
Houston, USA
2.9
160,200
55,600
7,848
14.12%
Atlanta, USA
2.6
151,300
58,400
7,412
12.69%
Pittsburgh, USA
2.6
122,700
47,600
6,011
12.63%


Jak widać lekko nie ma. W większości Australijskich metropolii na ratę kredytową trzeba wydać niemal połowę dochodów „working families”. Badania były robione w trzecim kwartale 2008 roku. 
 


Wszem i wobec wiadomo, że jestem stary, wredny i zmęczony. Człowiek jest już wystarczająco stary, kiedy codziennie może obchodzić jakąś rocznicę, np. dziś mija  X lat od pierwszej przejażdżki rowerkiem na 3 kółkach, jutro Y lat od wyhylenia pierwszego w życiu piwka a w kwietniu Z lat od przyjazdu do Australii. Z tej własnie przyczyny staram się unikać wpisów rocznicowych. Zaczynam się bać, że musiałbym je robić codziennie. Napiszmy więc coś o „bezpiecznej” rocznicy.

Tak się składa, że początek roku jest rzeczą bardzo, bardzo umowną. Nasz obecny początek roku kalendarzowego został ustalony na 1-go stycznia przez Rzymian w roku 155 p.n.e. Do tego czasu Rzymianie zaczynali rok równonocą wiosenną. Cesarstwo Bizantyjskie natomiast jako początek roku wyznaczyło dzień 1 września. Istnieje wiele teorii nt. słowiańskiej rachuby czasu, lecz przyjmuje się, że nasi przodkowie obchodzili nowy rok w dniu przesilenia zimowego, czyli w chwili kiedy dzień przestaje ustępować nocy, co symbolizowało zwycięstwo „jasnej strony mocy” nad ciemną, okres odradzania się, nowego początku. Inny fenomen astronomiczny, równonoc jesienna była początkiem roku we Francuskim Kalendarzu Republikańskim (rewolucyjnym). To wszystko historia, ale w obecnie obowiązujacych na świecie kalendarzach również nie ma jednolitej daty początku roku. W oficajlnej rządowej rachubie czasu w Indiach nowy rok zaczyna się 22 marca, w Etiopii 11 września, tajski nowy rok przypada na 13 kwietnia, żydowski nowy 5770 rok wypadnie 18 września 2009, w Korei Północnej 15 kwietnia a Chiński jest ruchomy i co roku wypada w innym dniu.

Żeby nie było za łatwo część krajów, w tym Australia, postanowiła, że rok fiskalny nie będzie się pokrywał z rokiem kalendarzowym. I tak w USA i jego koloniach, Laosie i Tajlandii rok podatkowy zaczyna się 1 października. W Australii, Bangladeszu, Pakistanie Kenii, Ugandzie i kilku innych krajach Afryki (och co za doborowe towarzystwo) rok fiskalny zaczyna się 1 lipca, w Indiach, Kanadzie, wielu krajach karaibskich 1 kwietnia. Dalej idą już kraje, które postanowiły sprawy skomplikować jeszcze bardziej. W Japonii rządowy rok podatkowy, rok szkolny oraz rok księgowy dla większosci firm zaczyna się 1 kwietnia, ale dla podatku dochodowego ujednolicono go z rokiem kalendarzowym. I wreszczie przyszedł czas na Wielką Brytanię, niedościgniony wzór tworzenia przeróżnych debilizmów (vide usunięcie miliarda z listy liczebników). Zaiste nie mogę wyjść z podziwu w jaki sposób udało im się onegdaj skolonizować połowę świata. Dla celów podatku od firm rok fiskalny trwa tam od 1 kwietnia do 31 marca, natomiast w przypadku funduszy rządowych i podatku dochodowego od osób fizycznych nowy rok przypada….. 6 kwietnia !!! Tym samym Wielka Brytania dołączyła do grona takich państw jak Nepal, gdzie rok zaczyna się 16 lipca, Iran i Afganistanie 21 marca czy Etiopia 8 lipca.

Jak wspomniałem w Australii mamy własnie początek roku finansowego. Przesunięcie go względem roku kalendarzowego rodzi czasami nieścisłości. Problemy zaczynają się z numeracją. Oficjalnie mówi się „rok finansowy 09-10″, lecz w powszechnym użyciu jest skrócona wersja „rok 2010″. To jeszcze jest do ogarnięcia. Wątpliwości natomiast powstają gdy na zestawieniu mam np. kwartał oznaczony „03/10-06/10″, bo równie dobrze może to być październik-grudzień 2009 (okres 3-6 roku podatkowego 2010) jak i marzec – czerwiec 2010. W Polsce było prosto, kiedy widniał nagłówek 03/2005 wiadomo było, ze to marzec 2005, teraz odczytałbym ten zapis raczej jako wrzesień 2004. To jeszcze nie koniec zawirowań. W Korporacji oprócz cyklu miesięcznego istnieje równiez tygodniowy cykl sprawozdawczy. Początek tygodnia to pierwszy dzień miesiąca lub…. środa. Pierwszy tydzień nowego roku finansowego w Korporacji trwa więc od 1-7 lipca. Byłoby to zbyt dużym szczęsciem, gdyby obowiazywało to w całej Korporacji, dlatego w Wielkiej Brytani tydzień trwa od niedzieli do soboty a pierwszy tydzień nowego roku to 1-4 lipca. Dzięki takiemu rozwiązaniu w centrali jest etat (a nawet półtorej) dla pracownika, który przelicza m.in. brytyjskie, chińskie, amerykańskie, polskie, chilijskie, nowozelandzkie czy południowoafrykańskie sprawozdania by umożliwić ich porównywalność zgodnie z australijską miarą czasu i w australijskiej walucie. To zresztą też jest zakręcone jak budka slimaka, bo chińskie raporty najpierw przeliczane są z juanów na dolary amerykańskie a dopiero później na dolary australijskie.  To już jest zupełnie inna historia. Tym optymistycznym akcentem kończę i wracam do tworzenia raportów obejmujących 52 tydzień, 12 okres i cały rok finansowy 2009, który właśnie wyzionął ducha. 
 


Orwelowskie idee. Rząd Kevina „Ministranta” Rudda przystąpił do ostatniej fazy przygotowania jednej z wyborczych obietnic, mianowicie zblizenia nas do Chin. Nic dziwnego w końcu Rudd włada biegle kantońskim mandaryńskim, ale dlaczego to zbliżenie ma nastąpić na polu internetu? Właśnie weszła w fazę prób technicznych idea filtrowania obywatelom dotepu do internetu poprzez blokowanie nieodpowiednich treści. Odnoszę jednak wrażenie, że albo rząd „stracił do tego serce”, albo sprawa idzie strasznie po grudzie, bo do testów przystapiło 6 firm. Wśród nich nie ma żadnego „tuza” lokalnego rynku a raczej same płotki, dla których pojawienie się nazwy w mediach jest sposobem na zaistnienie. I nie ważne czy mówi się dobrze czy źle, grunt, że się mówi. Zamiast docelowych 10 000 stron do testów wybrano okoł 1200 z czego jak ogłoszono około 650 o treściach pedofilskich. Hmmm, dlaczego to akurat wyeksponowano? Przychodzi mi na myśl stary dowcip z brodą. W barze na plaży, gdzieś na meksykańskiej rivierze siedzą Putin z Bushem i popijają tequillę. Do lokalu wchodzi wąsaty Meksykanin. Na głowie kapelusz z szerokim rondem, na ramionach opończa. Podchodzi do nich i pyta. – Przepraszam, czy to Pan Bush z Panem Putinem? – W rzeczy samej – odpowiadają politycy. _ Czy moge zapytać, co przywódcy dwóch światowych mocarstw robią w tak zapadłej dziurze w Meksyku? – Dyskutujemy jak zgładzić dwa miliony Afgańczyków i listonosza – odparł Bush. – Listonosza ????? – Meksykanin nie mógł ukryć zaskoczenia. – A mówiłem Ci Władek, – zwrócił się Bush do Putina – że dwoma milionami Afgańczyków ludzie się mniej przejmą niz zwykłym listonoszem. Połknijmy więc tą przynętę i na chwilę nie przejmujmy się tymi pozostałymi filtrowanymi stronami. Jeśli zgodzimy się, że cenzura prewencyjna jest ok. w pewnych określonych przypadkach strzelamy we własną nogę. Oto bowiem rząd federalny ponad rok temu jedną ustawą uznał, że krokodyl jest rybą, czyli podpada pod wszystkie przepisy dotyczące ryb. Do czego dążę? Zawualowanie do celu. Kilka tygodni temu w bibliotece stanowej Perth miała miejsce wystawa fotografi pod roboczym tytułem „Przedmieścia Zachodniej Australii”. Wystawa pewnie przeszłaby bez echa, gdyby nie nadgorliwość jej komisarza. Z wystawy zostało usunięte zdjęcie, które jak określono może w pewnych okolicznościach nieść niezdrowe podteksty, w domyśle sexualne. W pewnych okolicznościach to ja mogę zginąć od uderzenia meteoru, ale w domu z tego powodu się nie zamknę.  Fotografię, o której mówię można zobaczyć TUTAJ. Jeśli równie chory na umyśle bigot bedzie klasyfikował co podpada pod filtr, a co jest dozwolone dla oczu Australijczyków osiągniemy poziom nieznany nawet ortodoksyjnym mułom w krajach islamskich.

Pij tylko mleko, będziesz kaleką. Laktaza to enzym odpowiedzialny za zdolność trawienia cukru mlecznego zwanego laktozą. U większości ssaków wydzielanie enzymu a zarazem zdolnośc do trawienia laktozy zanika pod koniec okresu karmienia. U człowieka produkcja laktazy spada o 90% w okresie pierwszych 4 lat życia. Mówiąc statystycznie, około 70% dorosłej populacji ludzkiej utraciło zdolność trawienia tego cukru. Jak zwykle jest jakieś „ale”. Otóż w społeczeństwach „nabiałowych”, którym mleko towarzyszy od setek pokoleń nastąpiła mutacja jednego genu i organizm wraz z wiekiem nie poprzestaje produkcji laktazy. Jakie to społeczeństwa? Otóż np. tylko 1% Holendrów nietoleruje  laktazy, 2% Szwedów, 5% w pozostałych krajach Skandynawskich, 5-15% Brytyjczyków, 12-15% Niemców, Szwajcarów, Austriaków, Słowian (w Polsce regionalnie do 20%), już 35% Portugalczyków, 55% mieszkańców Bałkan, 71% Sycylijczyków, 78% Libańczyków i Żydów, 85% Aborygenów. Ku mojemu zaskoczeniu tylko 4% białych Australijczyków ma tą nietolerancję. Wynika z tego, że Australijczycy, to społeczeństwo mleczne. A jak najlepiej zarobić na społeczęństwie mlecznym? Obłożyć go podatkiem. Wszyscy zdajemy sobie sprawę z akcyzy jaką obłozony jest każdy litr paliwa. Mało kto wie jednak, że mleko obłożone jest podobnym podatkiem wysokości 11 centów od  litra. Dobrą wiadomośćią jest, że ten haracz znika z końcem lutego. Ciekawe czy supermarkety obniżą ceny na półkach o całe 11 centów na litrze czy też zachowają część tej kwoty jako extra zysk w kieszeni. A więc pij mleko……..

Bezrobocie. Jak to jest z tym bezrobociem w Australii? Z jednej strony wszyscy krzyczą „Australia need skills”, że brakuje rąk do pracy, że należy zwiększyć pulę imigracyjną. Skoczmy na stronę Biura Statystycznego, gdzie przeczytamy, że w grudniu 2008 mieliśmy 10 749 tys. zatrudnionych i 498 tys bezrobotnych, co daje 4,4% stopę bezrobocia. Na pierwszy rzut oka wszytko dobrze, ale warto chyba zagłębić się w ta informację. Wynika bowiem, że na 100 Australijczyków zatrudnionych jest 96. Nie wynika natomiast ile tak na prawdę jest etatów. W Australii jest bardzo wiele osób pracujących na pół etatu lub wręcz dochodzących na kilka godzin tygodniowo. Jeśli więc na te 96 zatrudnionych osób, na pełny etat pracuje 80 a pozostałych 16 na pół etatu, to mamy w sumie 88 etatów na 100 osób. Jeśli tak spojrzymy, to  bezrobocie wynosi nie 4% a 12%. Te liczby to mój szacunek, bo nie znam dokładnej liczby pracowników dochodzących i niepełnoetatowych.  Czuję jednak „przez skórę”, że realia są bliższe 12% niż 4%. Dlaczego? Bo 4% to bardzo blisko bezrobocia natutalnego, czyli stanu, gdzie nie zatrudniony jest tylko ten, kto właśnie zmienia pracę lub z własnego wyboru jej nie podejmuje. Przy tak niskim bezrobociu pracodawcy powinni zabijac się za jakimikolwiek rękami do pracy. Nawet jesli ktoś nie ma odpowiednich kwalifikacji powinni przyjmować postawę: „Nieważne, jesli chcesz dla nas pracować my Cię wyszkolimy. Nie masz prawa jazdy na wóżek widłowy, wyślemy Cie na kurs, masz zamorskie kwalifikacje, brak Ci Australijskich certyfikatów, przyjdź do nas a my ułatwimy Ci je zdobyć”. Tymczasem w ogłoszeniach o prace roi się od warunków zaporowych. Nawet na zwykłego mało wykwalifikowanego robotnika wymagania są kolosalne. Pracodawcy przebierają jak w ulęgałkach. Ten nie, bo nie ma kwitka na to, a tamten na owo, a ten trzeci nie ma doświadczenia w Australii, a poza australią to oni nic nie wiedzą. Tak nie postępuja pracodawcy na rynku, gdzie jest głód siły roboczej. Tak się dzieje w gospodarce, gdzie jest nadmiar ludzi chętnych do pracy w stosunku do wolnych etatów. A ten nadmiar nie wystepuje w sytuacji 4% bezrobocia. Prognozy ekonomistów mówią, że w przeciągu 2 lat bezrobocie w Australii ma wzrosnąć do 6%. Tak wyliczona wartość wg. obecnie stosowanej metodologii bedzie oznaczać nie mniej nie więcej tylko grubo poniżej 90 etatów na 100 chętnych do pracy.

Zapomoga.

3 komentarzy


W obliczu światowej recesji rządy wielu krajów podjęły działania w celu rozruszania koniunktury. Jedne przejmują upadające banki, inne kupują „złe długi”. Australijski rząd federalny postanowił, że zabawa w Świętego Mikołaja przyniesie najlepszy rezultat i postanowił rozdać publice 10.4 miliarda dolarów w postaci zapomogi. Zapomoge otrzymają emeryci, renciści, samotne matki z dzieckiem, najniżej uposażone rodziny. Dla popularności i pozycji w sądażach efekt murowany, dla gospodarki……, jestem sceptykiem. Wczoraj minister skarbu Wayne Łabądź (Swan) oraz premier Kevin „ministrant” Rudd zgodnym churem zaapelowali. Drodzy rodacy, nie odkładajcie tych pieniędzy na kupkę, wykorzystajcie je przed Bożym Narodzeniem. W ten sposób wspomożecie australijską gospodarkę i uratujecie tysiące australijskich miejsc pracy. Wydawajcie, wydawajcie, wydawajcie. To ostatnie w wersji angielskiej brzmiące „spend, spend, spend” osiągnie tu chyba taką popularność jak słynne „yes, yes, yes” Marcinkiewicza.

Mimo, że nam się nie należy owa zapomoga postanowiłem sprawdzić, na co mógłbym przeznaczyć owe niemałe pieniądze, gdyby tak wpadły w rękę. Zrobiłem więc listę bożonarodzeniowych „chciejstw” do domu i udałem się na rekonesans co mógłbym kupić. Na początek wpadł mi w oko budzik (made in Japan), nastepnie ładny zestaw filiżanek (made in China), w którym można wypic herbatę zaparzoną w ekspresie made in India. Nie pogardziłbym również eletryczną szczoteczką do zębów (made in HongKong). Szpulka z pewnością zasłużyła na małe świecidełko Svarowskiego (made in Italy). Przechodząc przez stoiska odzieżowe wpadła mi w oko bardzo ładna koszula (made in Sri Lanka) oraz jeansy (made in Singapore). Nie pogardziłbym również nowiutkimi butami Pumy (made in Cambodia) albo stylowymi sandałami made in Brasil. Udajac się na dział z elektroniką wpadł mi w oko wspaniały kalkulator (made in Mexico),  zegarek (made in Taiwan) oraz telewizor made in Indonesia. Jako, że nasz leciwy laptop powoli zaczyna szwankować przydałby się jakiś desktop (made in Malesia). Jeśli zostałby kilka dolarów kupiłbym litr Żubrówki (made in Poland) i przy szklaneczce tatanki zastanawiał się ilu robotników australijskich fabryk udało mi się ochronić przed zwolnieniem dzięki rządowemu zasiłkowi. 
 


  • RSS