harom blog

Twój nowy blog

Wpisy z tagiem: fitzroy-island

 


Fitzroy Island w całej okazałości. Fotka ze stron nieczynnego resortu.

 



Takie ławice śmigają przed oczami turystów za dnia.
Miedzy 3 w nocy a 7 rano w tym samym miejscu średnia wielkośc ryby to ponad 1m.



Koralowa plaża z widokiem na stały ląd.



Nudey Beach, miejsce uwiecznione na setkach pocztówek z regionu.
 Ta sama plaża z innego ujęcia znajduje się na fotce głównej bloga.



Żółto-czerwone kajaki wnoszą pewne ożywienie do kadru i łamią monotonię barw.



Autor w okularach spawacza na okrutnie nieprzyjemnej dla stóp koralowej plaży.



Wsłuchując się w szmer korali w oczekiwaniu na zachód słońca.



Droga na szczyt. Wyasfaltowane koleiny pozwalały na dostarczenie zapasów
dla obsługi latarni morskiej.Dziś to dość forsowna ścieżka spacerowa.


LighhouseWalk
Górzysty środek wyspy ma zupełnie inne, bardzej surowe oblicze niż jej zawietrzne plaże.

OldResort1 
Stary Resort. Tablica upamietniająca początek ery turystycznej na wyspie.
Dziś już opuszczony i zaniedbany powoli popada w ruinę.

OldResortBar 
Jeszcze rok temu pod tym niebieskim zadaszeniem słychać było gwar rozmów
 i specyficzne odgłosy nalewanego piwa.

OLDResort3 
Wejście zabito deskami, lecz świateł nie pogaszono.

OldResortBungalow 
Takie drewniane domki z „louversami” zamiast szyb w oknach
i dwoma pietrowymi pryczami w każdym pokoju nie były w stanie
konkurować na współczesnym rynku ani jakościowo, ani cenowo.

ReefarmHouse 
„Reefarm”, opuszczone gospodarstwo morskie. Dom managera.

ReefarmEquipment 
„Reefarm”, resztki instalacji wodnych.

AbandonedTanks 
Wyładowane na brzeg zbiorniki prawdopodobnie nigdy nie zostały zainstalowane.

AbandonedShip 
Kuter został wyciągnięty na ląd by uchronić go przed cyklonem lub dokonac napraw.
Jak widać nigdy juz nie wrócił na morze.

NewResort1 
Najnowsza porażka na Fitzroy Island.
Kilkadziesiąt milionów zainwestowanych dolarów funkcjonuje jak miasto duchów. 

NewResortPool 
Napełniony do połowy basen czeka na gosci hotelowych.

NewResortBuilding 
Moim zdaniem jedna z przyczyn porażki projektu.
Goście płacący po kilkaset dolarów za noc wymagają troche więcej przestzrzeni i prywatności.
Trudno ich zadowolić konstrukcją na miarę taniego hotelu dla Polaków rodem z tureckiej riviery.

NewResortBungalow 
Choć bardziej estetyczne niż domki z poprzedniego resortu,
nadal zbyt drogie by przyciągnąć gości.

NewResortGames 
Wciąż włączone automaty do gier potęgują wrażenie, że wszyscy mieszkańcy resortu
 zostali nagle w jednej chwili zgładzeni przez jakiś niewyobrażalny armagedon.

NewResortAtNight 
Jak niezamieszkała stacja kosmiczna, z włączonymi wszystkimi systemami
podtrzymywania życiaw oczekiwaniu na kolejną załogę wahadłowca.


W ostatni weekend wybraliśmy się na Fitzroy Island, która jest najpiękniejszą i najmniej spenetrowaną przez turystów wyspą w najbliższej okolicy Cairns. Kiedyś prom pływał tam 3 razy dziennie, dziś jest tylko jeden rejs zabierający nie więcej  niż 50-70 osób. Są w okolicach wyspy o dziesięciokrotnie mniejszej powierzchni, gdzie przybijają codziennie dwa wielkie 300 osobowe katamarany.
Opuszczając wczesnym sobotnim rankiem Marinę Merlinów nie mieliśmy zbyt dobrych przeczuć. Ciężkie ołowiane chmury zasłaniały prawie całe niebo. Ładnie kontrastowały z biela kołyszących się leniwie jachtów, lecz nie wróżyły niczego dobrego, słowem zanosiło się na deszcz. Po wyjściu w morze dodatkowo dał o sobie znać wiatr. Pędzone silnymi podmuchami fale sprawiały, że niewielka jednostka tańczyła po wzburzonym oceanie niczym dziecięcy bączek. Dla pasażerów była to atrakcja porównywana z jazdą rollercassterem lub thunderboat’em czyli łodzią, która potwierdza teorię, że jeśli doczepisz silniki o odpowiednio dużej mocy to utrzymasz na powierzchni wody nawet zwykłą cegłę. Oczami wyobraźni widzieliśmy się już moknących w strugach rzęsistego deszczu, w przemoczonym namiocie tęskno patrzących na wzburzoną wodę uniemożliwiającą  pływanie po rafie. Na miejscu okazało się jednak, że jesteśmy ludźmi małej wiary.

Piękna.

Zarówno przystań, jak i plaże na Fitzroy Island znajdują się po zawietrznej stronie wyspy. To niewyobrażalne jak dużą ochronę przed wiatrem daje górujące nad wyspą 270m wzniesienie. W efekcie kiedy dobijamy do pomostu woda jest gładka niczym tafla jeziora. I ten kolor !!!! Na Fitzroy woda zawsze jest błękitno turkusowa. Zawsze, bez względu na porę dnia i oświetlenie. Ilość ryb, które pływają przy pomoście potrafi przyprawić o palpitację serca każdego wędkarza. Turyści schodzący z promu szybko gdzieś się rozpływają. Część z nich pójdzie na malowniczą Nudey Beach by popływać z rurką, inni wybiorą się w forsowną wycieczkę pod górę na wschodni kraniec wyspy do latarni morskiej, jeszcze inni wypożyczą kajaki. Kajaki są żółto-czerwone. Kiedy leżysz na platynowobiałej plaży, patrzysz w błękit nieba, zieleń gór na nieodległym lądzie, turkus wody, kołyszące się leniwie zacumowane nieopodal jachty, to ta żółć i czerwień łamiąca monotonię jest idealnym dopełnieniem obrazu. Ci, którzy wybiorą pływanie z rurką też się nie zawiodą. Na Fitzroy, gdziekolwiek by się nie weszło do wody zawsze trafi się na rafę, a ta posiada nadal całe połacie kolorowych korali. I to właśnie jest niezwykłe, gdyż większość raf na szelfie w okolicach Cairns jest już w kolorze moro. Bura, wyblakła, monohromatyczna. Tak właśnie definiujemy rozwój ludzki, którego nie może stopować jakaś tam rafa. Ale nie tylko korale są atrakcją, można tu spotkać ogromne żółwie morskie, ośmiornice, homary i niezliczone masy różnych kolorowych ryb. Plaża na wyspie jest usypana z połamanych szkieletów korali. Dla tych, którzy tak jak my zdecydują się zostać na wyspie na noc dostępne są jeszcze dwie atrakcje. Pierwsza, to zachód słońca. Spektakularny, kolorowy, eksplodujący na pomarańczowo nad czarnymi wierzchołkami oddalonego o kilka km. w lini prostej łańcucha gór na stałym lądzie. Taki zachód wspaniale się ogląda siedząc na plaży z kubkiem kawy w ręku, gdy ocean szumi w oddali, a przewalane falami przyboju szkielety korali wydają nieustający dźwięk niczym chińskie dzwonki zwane tu „łapaczami duchów’.

Pechowa.

Fitzroy Island jest tak piękna jak i pechowa. Pecha mieli Chińczycy, którzy w XIXw musieli tu przejść kwarantannę zanim pozwolono im zejść na stały ląd. Trzy tysiące osób spakowanych na tak małym obszarze nie miało lekkiego życia. Wyspa nie ma też szczęścia do zarządzających. Ponad 90% obszaru to park narodowy zarządzany przez „Agencję Ochrony Środowiska”, latarnią morską zarządza odpowiednik Urzędu Morskiego, molem Zarząd Portów w Cairns, camping to własność Rady Miasta w Cairns. Nie od dziś wiadomo, że „gdzie kucharek sześć, tam ………. cycków 12″, więc miejsce z tyloma gospodarzami na raz w skutek braku koordynacji zarządzane jest nie najlepiej.  Na dokładkę znajdują się tam 3 prywatne posesje. Fortuna nie była łaskawa dla wszystkich trzech.

Pierwszą jest „stary resort”, onegdaj własność firmy operatora promu na wyspę. Otwierany z pompa w 1981 roku przez ówczesnego premiera Queensland stanowi dziś obraz nędzy i rozpaczy. Opuszczone budynki mają drzwi pozabijane deskami, obszerny kontuar gdzie jeszcze w zeszłym roku nalewano „z kija” piwo dziś zasłania płat blachy falistej. Pozostawione same sobie rabatki zdziczały a starannie pielęgnowana i dopieszczona roślinność ustąpiła miejsca zwykłym chwastom. Młode pędy powoli rozsadzają chodnik z kostki brukowej. Na patio, gdzie były rozstawione stoliki zrzucono materiał nigdy nie rozpoczętego remontu. Upadek tego miejsca wcale mnie nie dziwi. Onegdaj docierały tu trzy promy dziennie a w weekendy organizowano „disco on the reef” a pasażerów zabierał nocny prom o 1 nad ranem. Dziś prom mamy jeden. Małe, ciasne i ciemne drewniane domki przypominające jak żywo standard polskich „campingów” z lat 70-tych, z ceną 200 AUD/noc nie były w stanie sprostać współczesnej konkurencji ani finansowo, ani jakościowo.

Kolejną nieruchomością, której nie sprzyjała fortuna jest gospodarstwo Morskie „Reefarm”. Idąc ścieżką w stronę latarni morskiej napotykamy porzucone na brzegu ogromne „wanny” z włókna szklanego. Ułożone piętrowo sprawiają wrażenie jakby po wyładunku nigdy nie były wykorzystane. Tuż za nimi wyciągnięty na brzeg rdzewieje niewielki kuter. Jego śruba pokryta jest korozją, gruba chropowatą niczym ciało trędowatego. Po przeciwnej stronie ścieżki przez szpary w płocie widać porzucone elementy mniej czy bardziej zdekompletowanych instalacji wodnych, grube przypominające rynny rury PCV, szkielety budowli, które w innych wypadkach można by wziąć za szklarnie. Tuż wyżej, na zboczu opuszczony dom. Na podwórku przed nim rdzewiejący traktor i kilka bliżej nieokreślonych urządzeń. Gospodarstwo powstało w latach 80-tych jako „sen o potędze” aptekarza z Cairns. Zamarzyła mu się hodowla małży na przemysłową skalę. Niestety, to co stosunkowo łatwo da się osiągnąć w akwarium, nie koniecznie mozna powtórzyć na skalę przemysłową. Farma od początku borykała się z dużymi kłopotami  przyczyn powiedziałbym organicznych. Australia od zawsze w rozwoju kieruje się metodą ekstensywną. Jeśli chciano zwiększyć plony, zwiększano areał, nie szukano lepszych, wydajniejszych metod pracy na tym samym obszarze. Tak też zaprojektowano Reefarm. Opierała się na bardzo niewydajnych i niepewnych metodach. Przez wszystkie lata działalności borykała się zarówno z nieefektywną technologią jak i niedofinansowaniem by ostatecznie zostać sprzedaną w 1997 roku.

Największym kompleksem budynków na wyspie jest „Resort Fitzroy Island”, trzeci przypadek biznesu, któremu szczęście nie dopisało. Kompleks został oddany do użytku na początku 2009 roku. Zyskał trochę rozgłosu kiedy na wyspie i w jego wnętrzach kręcono kilka odcinków popularnego telewizyjnego reality show „The Biggest looser” familiarnie nazywanego przez nas „Spaślaki”. Hotel wraz z basenami i całą infrastrukturą funkcjonował około 3 miesięcy. Któregoś pięknego ranka przypłynął właściciel, wskazał 3 osoby, które zostają a resztę zwolnił. Skończyły mu się pieniądze.  Dziś miejsce to wygląda jak z filmu katastroficznego z cyklu „The day after”, tak jakby wszystkich ludzi zabiła broń masowego rażenia a kompleks nadal funkcjonuje, choc nie ma dla kogo. Trudno mieć inne skojarzenie, jeśli w lobby pozostają włączone automaty do gier, tak jakby ktoś odszedł tylko na chwile do baru po drinka. Wybrane pomieszczenia nadal są rotacyjnie klimatyzowane, by tropikalny klimat nie wyrządził szkody wnętrzom. Budynek pozostaje oświetlony, by nie uległy zniczeniu zainstalowane generatory. Wielki basen przed recepcją pozostaje napełniony do połowy by dać możliwość pracy pomp i stacji uzdatniania wody.  W projekt włożono grubo ponad 50 mln AUD !!!!  Oczywiście w większości pieniędzy z kredytów bankowych. Przyszło jednak załamanie gospodarcze i właściciel stał się niewypłacalny. Banki przejęły aktywa i wystawiły je na sprzedaż. Jeśli ktoś dysponuje 45mln AUD na zbyciu kompleks jest do wzięcia. Może w końcu odwróci się jakieś panujące nad wyspą fatum?


  • RSS