Rok Pański 1910 był dla Andy Hendersona bardzo pracowity. Coraz więcej osadników przybywało do północnego Queensland, powstawało coraz więcej farm. Jego mały biznes nie narzekał na brak zamówień. Andy specjalizował się bowiem w stawianiu płotów, a ogrodzenie działki przez farmera było jednym z warunków koniecznych, by mógł ją wziąć w posiadanie. Dziś jednak Andy nie pracował w głębokim Outbacku stawiając ogrodzenia na farmach. Zamówienie dotyczyło posiadłości nieopodal Kurandy w miejscu zwanym McKenzie Pocket. Ciężka to była praca, bo w głębi lasu deszczowego. Ziemia była twarda i zbita pełna korzeni przez które nie szło tak łatwo się przebić, albo pełna odłamków skał i kamieni. Pogoda też nie rozpieszczała. Generalnie łatwiej się stawia płoty na płaskim sawanno-stepowym obszarze Outbacku niż tu w porośniętych gęstą roślinnością górach wokół Kurandy. Ale Andy nie narzekał, przynajmniej blisko było do osady, a dzięki wybudowanej 30 lat wcześniej linii kolejowej wszelkie potrzebne towary można było szybko ściągnąć z odległego niespełna 30 km portu w Cairns, które 7 lat temu proklamowano miastem a obecnie przeżywało urbanistyczny boom. Coś jednak nie dawało spokoju Andyemu. Przez miejsce, gdzie dziś miał kopać dziury pod pale podtrzymujące płot przebiegał stary szlak Aborygenów wiodący z odległej o 6 km Taylor’s Bay wgłąb lądu. Co prawda Aborygeni nie stanowili już większego problemu, bo zrobiono z nimi porządek, ale kto wie jakie rytuały odprawiali czy zaklęcia rzucili na białych, którzy ośmielą się naruszyć ich święte miejsca. Andy nie wierzył w te brednie, ale strzeżonego….. Andy w ogóle nie lubił Aborygenów. Jego koledzy nie byli tak wybredni. Aborygenów co prawda też nie lubili, ale ich kobietami nie gardzili. Andy cierpiał jak większość męskiej populacji z powodu nierównowagi płci wśród osadników, ale czarne niewiadomoco bez cycków i na chudych nóżkach nie było dla niego atrakcją. Andy był tradycjonalistą. Kobieta musiała być biała, mieć na czym chodzić, na czym usiąść i czym oddychać !!!
 
Kilka kilometrów w głąb lasu, gdzie dziś miał stawiać słupy pod ogrodzenie klimat dawał się we znaki. Potworny upał w połączeniu z ogromną wilgotnością stwarzał mieszankę nie do zniesienia. Kopać można było od wczesnego rana do godz. 11. Później trzeba było przeczekać. Właśnie drążył dziurę pod następny słup. Kolejna szufla ziemi wybrana głębokości 60 cm poleciała na sito. Andy stosował je w nadziei, że któregoś dnia trafi na samorodek złota. Nigdy nie wiadomo, czy nie odkryje kolejnego obszaru złotonośnego. Tym razem na sicie pozostało coś dziwnego. Mały metaliczny obiekt miał około 40mm średnicy i 7mm grubości. Po dokładnym wytarciu Andy już wiedział, że znalazł starą monetę. Przeczucie go nie myliło, od początku wiedział, że na tym starym aborygeńskim szlaku ukryte są jakieś tajemnice. Nie wiedział jednak, że Aborygeni nigdy nie poznali tajników wytopu metalu, więc nie mogli jej odlać. Nie budowali również domostw, a co za tym idzie osad, nie znali ani uprawy, ani hodowli, nie rozwinęli handlu, więc nie znali pojęcia pieniądza. Andy postanowił zabrać znalezisko do Kurandy. Tam lokalny aptekarz zbiera różne kurioza. Jak będzie miał szczęście starczy na niezłą zabawę w jakimś hotelu z wyszynkiem. Może nawet zostanie trochę pieniędzy na nowe narzędzia ? Jak sobie obmyślił tak zrobił.
 
Prawie 50 lat po tym zdarzeniu w 1959 roku w ręce Królewskiego Towarzystwa Numizmatycznego w Brisbane dostaje się kolekcja monet. Wśród nich znajduje się ta, znaleziona w 1910 r. przez Andrew Hendersona 60 cm pod powierzchnią ziemi na starym aborygeńskim szlaku niedaleko Kurandy. Numizmatycy nie mają cienia wątpliwości, mają do czynienia z cennym reliktem. Moneta o średnicy 40 mm i grubości 7mm na awersie ma ozdobioną rogami głowę Zeusa Ammona z kudłatą, niezbyt porządną fryzurą i obfitą brodą. Na rewersie na wiązce piorunów stoi orzeł. To insygnia rodu Ptolemeuszy, ostatnich władców Egiptu. Z niemal 100% pewnością można powiedzieć, że moneta, którą oglądają została wybita w stolicy Cyrenajki, obszaru znajdującego się obecnie na wschodnim wybrzeżu Libii za panowania Ptolemeusza IV Filopatora, który rządził Egiptem w okresie 221-204 pne. W jaki sposób moneta znalazła się na starej aborygeńskiej ścieżce do dziś nie wiadomo. Pewne jest natomiast, że nikt jej tam nie podrzucił ani nie sfałszował. Rok po znalezisku Andyego podczas kopania dziury pod studnię w południowej dzielnicy Cairns Gordonvale (zwanym wówczas Mulgrave) znaleziono kamienny artefakt o obłym kształcie wyrzeźbiony na kształt skarabeusza, egipskiego obiektu kultu. Wiele lat póxniej w 1969 roku w okolicach Cooktown (300 km na północ od Cairns) odkopano dwie złote monety z tego samego ptolemejskiego okresu. Podobne znaleziska, wszystkie datowane na ten sam okres ok. r. 200 pne. miały miejsce również w innych miejscach Queenslandu i Terytorium Północnego. Wszystko wskazuje na to, że starożytni Egipcjanie u schyłku istnienia swojego imperium mogli dotrzeć do Australii. Co ciekawe, ród Ptolemeuszy rezydował przecież w Aleksandrii, czyli miejscu, gdzie 300 lat później grecki uczony Klaudiusz Ptolemeusz stworzył mapę świata, na której naszkicował Terra Australis Incognita. Byc może opierał się na czymś więcej niż teoriach Arystotelesa ? Ciekawe również dlaczego ślady Egipcjan można znaleźć głównie na wschodzie kontynentu, skoro znacznie bliżej im było na zachód. Może tam też są, tyle że na tym pustkowiu nie bardzo jest komu je odkryć ?