W Polsce wielkimi krokami zbliża się koniec sezonu Piłki Nożnej. I znów będą kolejki cudów, gdzie zagrożona spadkiem drużyna z końca tabeli niespodziewanie pokona faworyta. Trudno mi oprzeć się wrażeniu, że wszystko to Polacy robią jakoś naokoło i nieefektywnie. Trzeba bowiem przekupić sędziów, dać w łapę obserwatorom, podejść piłkarzy i działaczy drużyny przeciwnej. Kosztuje to kupę zachodu, wagon pieniędzy a i tak czasami cały ten gigantyczny wysiłek idzie psu w dupę, bo drużyna sąsiadująca w tabeli wyłoży więcej kasy, wygra jedna bramką więcej i pogrąży przeciwnika. Pod tym względem Polacy powinni brać przykład z Australii. Tu przeciwdziała się korupcji w sporcie dwojako. Po pierwsze, jesli coś zalegalizujesz, nie jest już tak korucjogenne, po drugie likwidując źródło likwidujesz zjawisko korupcji. I tak w Australii rozgrywki ligowe organizuje się na zasadzie podobnej do franczyzy. Każda liga czy to jenda z 3 „ogólnoaustralijskich” lig jajowatej piłki, liga piłki nożnej czy koszykówki to towarzystwo wzajemnej adoracji. Nie ma systemu promocji i spadku z niższych lig. „Wykupujesz franczyzę” i możesz przegrać wszystkie mecze w sezonie a i tak nie wylecisz z ligi. Dla przykładu Wiktoriańska Liga Futbolu przez 61 lat aż do 1986 skupiała dwanaście tych samych zespołów. Obecnie zespołów jest 15, z czego 5 spoza Wiktorii, więc nazwę ligi w 1987 r. zmieniono na „Australijską Ligę Futbolu”. Czyż nie byłoby to idealne rozwiązanie dla 6 ostatnich klubów z polskiej Ekstraklasy i 6 z I ligi? Kilka klubów, które co roku ocierają się o spadek, lub nie udaje im się awansować mogłoby połowę funduszy przeznaczonych na łapówki wydać na zorganizowanie konkurencyjnych do PZPN rozgrywek Polskiej Ligi Piłki Nożnej. Może wtedy taki Piast Gliwice czy Odra Wodzisław mógłby być Mistrzem Polski ? Zapewne FIFA i UEFA nałożyłaby ekskomunikę na takie rozgrywki i zabroniła rozgrywać meczów z „prawomyślnymi” zespołami, lecz na wzór australiskiego „State of Orgin” możnaby rozgrywać mecze między Dolnym Śląskiem a Mazowszem lub Wielkopolską a Mazurami. Co więcej, można do gry wciągnąć np. Polsat czy TVN, który transmitowałby rozgrywki w konkurencji do Canal+, a po czasie jak pokazuje przykład innej australijskiej franczyzy NRL, gdzie chcą dołączyć kluby z Papui Nowej Gwinei i Fidżi,  chęć gry w takiej lidze zgłosiłyby kluby, np. z Białorusi, San Marino czy Wysp Owczych.

Jedyną rzeczą, której raczej bym nie polecał adoprować takiej nowej lidze jest „salary cup”. Salary Cup to stosowany zarówno w AFL, NRL jak i australijskiej lidze piłki nożnej maksymalny limit wynagrodzeń. Po prostu nie możesz zapłacić zawodnikom więcej niż pozwoli zarządzający ligą i już. W końcu to „liga” daje franczyze a klub musi działać wg. jej warunków. Dla przykładu w A League (liga piłki nożnej) całkowita suma wynagrodzeń piłkarzy (a ma ich byc w składzie minimum 20) na nowy sezon nie może przekroczyć 2.65 mln AUD. W Polsce starczyłoby to dla mniej więcej 7-8 zawodników Wisły Kraków. Wyjątkiem jest jedna gwiazda, która w każdym klubie nie podlega tym ograniczeniom. Salary cup był przedmiotem ostatniej afery w australijskim sporcie. Otoż zespół Melbourne Storms, utworzony przez magnata finansowego Roberta Murdocha został przyłapany, na tym, że płaci pod stołem swoim zawodnikom więcej niż pozwalają przepisy. Zespołowi odebrano dwa tytuły mistrzowskie i zapowiedziano, że nie bedzie zdobywał punktów w tym roku. Zdegradować go nie można, bo nie ma gdzie :) Czyż to nie piękne? Widzew Łódź byłby wniebowzięty !!!