W Australii niezbyt popularne jest jeżdżenie „okazją”. Przynajmniej nie tak popularne jak w Europie. Dla mnie jest to kolejna rzecz z kategorii „australijski ewenement”, bowiem w kraju gdzie praktycznie nie istnieje komunikacja publiczna autostop powinien być o niebo bardziej rozpowszechniony niż w pokrytej gęsta siecią pociągów czy PKSów Europie. Dlatego jadąc gdziekolwiek staram się w miarę możliwości podwozić autostopowiczów. A mam ku temu sposobność codziennie jadąc do pracy.

Wracając w piątek z Innisfail zauważyłem jak po poboczu drepta człowiek z charakterystycznie uniesionym palcem do góry. Zatrzymałem się. Po krótkiej wymianie zdań władował mi się do samochodu typowy „wyspiarz”, mieszkaniec wysp rozrzuconych pomiędzy Półwyspem York a Nową Gwineą. Jak już wielokrotnie wspominałem, wyspiarze nie są spokrewnieni ani z Aborygenami ani z Papuasami. To mieszanka etnicznych Melanezyjczyków i Polinezyjczyków. Mój pasażer miał ciemno brązową skórę, czarne niczym dwa węgielki żywe oczy, krótko obcięte kręcone włosy. Był wychnięty na wiór, sama skóra, ścięgna i kości. Jak na trampa i włoczykija odzienie miał nadwyraz schludne i czyste. Już tym samym odróżniał się od większości ciemnoskórych podróznych. Ruszyliśmy w stronę Cairns.

- Skąd pochodzisz Romek ? – zapytał po uprzedniej wymianie grzeczności.
- Z Europy, a dokładniej z Polski. Słyszałeś kiedys o takim kraju? – odparłem
- No oczywiście. Co ty masz mnie za głupka? – zirytował się David mój rozmówca. – Polska to wielki kraj z bogata historią. macie wielki i waleczny naród, który wsławił się niejednokrotnie.
- W sumie masz rację. – odrzekłem kurtuazyjnie myśląc w duchu, że trafiłem na kogoś wyszczekanego niczym akwizytor handlowiec z Melbourne. W duchu zaś dodałem „echh, pewnie nie masz pojęcia nawet, że istnieje taki kraj, ale inteligentny jesteś, bo w sumie połechtasz dumę narodową każdego w ten sposób, a sprzedajesz takie kawałki, że trudno im zaprzeczyć”.
- Czytałem o waszej historii – kontynuował David, a ja zastanawiałem się jak daleko zabrnie i ile bedzie w stanie lawirować operując ogólnikami.
- W 1683 roku uratowaliście Europę przed Turkami. Wasz król Żan Sobieski rozbił pod Wiedniem w proch turecką armię. Użył przy tym wspaniałej kawalerii wyposażonej w skrzydła z ptasimi piórami, które wytwarzały taki wizg, że wróg uciekł w popłochu.
- Jan the third Sobieski – tyle tylko zdołałem powiedzieć, moje oczy nabrały rozmiarów monety 50 centowej, a szczęka opadła do podłogi.
- A później jeszcze raz Polacy uratowali Europę. W 1922 roku pod Warszawą Dżozef Pisucki pokonał Rosjan i odwlekł od Europy groźbę zalania komunizmem.
- W 1920. – poprawiłem, lecz nie byłem w stanie wykrzesać z siebie ani słowa więcej. Oto bowiem człowiek z małej wysepki na końcu Rafy Koralowej nie tylko wie gdzie lezy Polska, co nie często się zdarza Australijczykom, nawet tym „dobrze wykształconym”, lecz bezsprzecznie zna kilka faktów z naszej historii.

Dalsza droga do Cairns upłynęła w atmosferze mojego najszczerszego podziwu dla przygodnego pasażera. David okazał się kopalnią informacji, szczególnie na temat Półwyspu York i okolicznych wysp. Dowiedziałem się, że są jeszcze miejsca, dokąd można odbyć pionierską podróż morską. Na większość Wysp najłatwiej bowiem dostać się statkiem, który dostarcza zaopatrzenie. Na jego wyspę płynie się dwa dni i jedną noc a statek odpływa z Cairns co dwa tygodnie. Dowiedziałem się jak na imie ma kapitan i ile za taka podróż kasuje. Podwiozłem go w Cairns dokładnie pod wskazaną lokalizację. Dostałem adres i zapewnienie, że zawsze bede miłym gościem u Niego na wyspie. Rosztalismy się a moje zdziwienie i zaskoczenie pozostało jeszcze ze dwa dni. Po powrocie do domu rzuciłem się na internet by poszukać przynajmniej 2 bohaterów narodowych z Kambodży :)