To był wczesny marcowy wieczór. Oświetlające izbę lampy naftowe dawały ciepły migotliwy blask kładąc miliony cieni na sufit i ściany. Drewniane deski podłogi skrzypiały pod stopami rodziców i dudniły niczym taraban pod nogami ganiających się dzieci.  Mała, dziewięcioletnia Maria bawiła się ze swoim o trzy lata młodszym bratem Luigi. Końcówka sezonu monsunowego była bardzo ciężka dla pracowników najemnych, jakim był ich ojciec, emigrant z Włoch. Dla bogatszych emigrantów, farmerów lub drobnych handlarzy okres ten nie był również łatwy. Beztroską zabawę rodzeństwa przerwał znany, złowrogo brzmiący odgłos zblizających się konnych. To już nie pierwszy raz, Maria już nie płakała, bez słów wiedziała co ma zrobić. Chwyciła swojego brata za rękę i pociągnęła do sąsiedniego pokoju. Tam na samym środeczku stał ogromny, zdolny pomieścić 8 osób stół. Zwisające z niego nakrycie sięgało samej ziemi. Rodzeństwo wślizgnęło się bezszelestnie pod spód. Maria ostrożnie by nie wydać najmniejszego skrzypnięcia uniosła wielką klapę w podłodze. Gdyby działo się na prawdę źle, miała wyślizgnąć się z domu przez otwór, przeczołgać na podwórko i pobiec w stronę lasu, (broń Boze nie na plantację trzciny) znaleźć jakiś wykrot i przeczekać tam z bratem do rana. Rankiem zaś pomaszerować do mieszkającej 6 km dalej ciotki. Na razie siedziała cichutko pod stołem w ciemnym pokoju obserwując przez szczelinę co się dzieje w sąsiedniej izbie. Trochę wypaczone a trochę źle dopasowane drzwi rozwarły się z impetem z hukiem uderzając w ścianę. Do środka weszło dwóch wysokich odzianych w woskowane skóry mężczyzn. Śmierdzieli tak, że siedząca w sąsiednim pokoju Maria po zapachu mogła bez problemu rozpoznać nie tylko wiek ale i maść koni na których przyjechali. Nie byli pijani, więc nie będą się dziś awanturować, zanosiło się na to, że odjadą szybko, jak tylko się najedzą.  Dziewczynka lekko odetchnęła, jej brat dziś był bardzo dzielny, siedział cichutko jak mysz pod miotłą, nie chlipał pod nosem jak kilka razy wcześniej. Maria już sie przyzwyczaiła do nocnych wizyt, ale kilka miesięcy wcześniej po odjeźdie konnych długo nie mogła usnąć trzęsąć się ze strachu i chichutko popłakując wtulona w piersi swojej mamy. Często w nocy męczą ją jednak koszmary, w których ucieka z płonacego domu w stronę lasu a za nią  pędzi konno pijany, napastnik wlokąc po ziemi jej tatę.  Rodzice rodzeństwa nie musieli płacic haraczu jak jej bogatsi krewni. Musieli jednak w zamian za „ochronę” zapewnić członkom „Czarnej Ręki” wikt i opierunek o każdej porze dnia i nocy. 

Tą opowieść usłyszałem w  piątek podczas przerwy śniadaniowej. Mała Maria, to matka jednego z naszych kolegów z biura. Byłem zszokowany. Nie dawało mi to spokoju. W porze lunchu postanowiłem zrobić własne małe, prywatne śledztwo. Pojechałem do Innisfail, gdzie vis-a-vis supermarketu IGA mieści się siedziba Towarzystwa Historycznego. Tam rzeczywiście potwierdzili istnienie „Czarnej Ręki”, organizacji mafijnej działającej wśród włoskich osadników. Jedyna pełna monografia dotycząca regionu została wydana drukiem w 1973 roku. Przekartkowałem liczącą 409 stron pozycję. O Czarnej Ręce wspomniane jest 3 razy i to w stylu w jakim podreczniki z czasów PRL wspominały o Katyniu, czyli pobieżnie, politycznie poprawnie, tylko z dziennikarskiego obowiązku. Z siedziby Towarzystwa pojechałem do informacji turystycznej. Tam równiez potwierdzili mi istnienie owej organizacji, tyle że potraktowali to jako atrakcję turystyczną. Patrzcie jacy „cool” jesteśmy, mieliśmy nawet swoją mafię !!! Znacznie więcej mozna dowiedzieć się z gazet wydawanych w tamtych czasach. Nie podlegały cenzurze w takim stopniu jak oficjalna współczesna propaganda sukcesu, a nawet troszeczkę koloryzowały by nadac sprawie bardziej sensacyjny charakter. Przekopałem się przez tonę publikacji z tamtego okresu, z których dowiedziałem się o wielu pikantnych detalach. Tak zwany „wywiad środowiskowy” pozwolił mi uzupełnić ten obraz.

Włoscy osadnicy, którzy między Tully a Innisfail stanowili 80% społeczeństwa przywieźli ze sobą nie tylko spagetti, wiarę katolicką i zamiłowanie do muzyki. Razem ze wszystkimi dobrymi rzeczami importowali do Australii też włoską mafię. Specyficzna sytuacja, jaka miała miejsce się w północnym Queensland stworzyła przychylny klimat do jej rozwoju. Po pierwsze, australijskie banki nie chciały wówczas udzielać kredytów drobnym włoskim farmerom. Wolały kredytować bogatych anglosaskich przedsiębiorców lub przemysł wydobywczy. Jednocześnie wielu bogatych Włochów miało nadmiar gotowki, który ochoczo pożyczali na procent wahający się od 25% aż po 75%. By zapewnić sobie spłatę wynajmowali róznych nieciekawych typów, którzy egzekwowali długi lub przywoływali do porządku opornych. Po drugie, bedąca wówczas na głębokiej prowincji policja dbała jedynie o bezpieczeństwo i interesy niewielkiej grupy dobrze sytuowanych „zacnych obywateli” zostawiając porachunki wewnątrz włoskiej diaspory jako ich wewnętrzne sprawy. Z biegiem czasu zbrojne ramię windykatorów oderwało się od korzeni tworząc organizację zwaną Czarna Ręka i zaczęło wymuszenia na własny rachunek. W zamian za „opiekę” ściągali haracze od farmerów, opłatę w naturze od drobnych sklepikarzy czy rzemieslników oraz różne „usługi” od robotników najemnych. Opornym przytrafiały się różne nieprzyjemne sytuacje. Podpalano plantacje trzciny lub obejścia, okaleczano poprzez np. obcięcie uszu lub fizycznie likwidowano, jak wtedy gdy w biały dzień na głównej ulicy Innisfail wpakowano facetowi 6 kul z rewolweru. Sytuacja taka trwała przez wiele lat. Lektura gazet z epoki pokazuje również, że czasami próbowano nawet sztuczek niczym oświadczenie z Sexmisji, gdzie „mężczyzn nie było, nie ma i nie potrzeba” zaprzeczając wogóle istnieniu jakiejkolwiek mafi. Ostatecznie kiedy sprawa stała się wstydliwa już nawet na poziomie federalnym władze wzięły się do roboty i deportowano kilku członków Czarnej Ręki. Nie wyłapano jednak wszystkich i mimo odtrąbionego sukcesu włoska mafia działała jeszcze przez jakiś czas. Z biegiem lat organizacja „zmarła śmiercią naturalną”. Część bandytów wyrżnęła się na wzajem inni wzięli sobie do serca maksymę, że drugi milion dolarów możesz zacząć zarabiać uczciwie i przeobrazili się w biznesmanów dając początek kilku znanym i poważanym dziś w okolicy rodom.

Kilka wstawek „w temacie”:


http://newspapers.nla.gov.au/ndp/del/article/10915979
morderstwo

http://newspapers.nla.gov.au/ndp/del/article/17397623
podpalenie

http://newspapers.nla.gov.au/ndp/del/article/11954906
policja może zacznie dzialac