harom blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 1.2010

 

To czego najbardziej nie lubię, to być niesłownym, robić z mordy cholewę, mówić jedno a robić zupełnie coś innego. Pisząc ten tekst wychodzi, że właśnie to czynię. Poprzedni wpis powstał pod wpływem emocji o niespotykanej sile, tak ogromnej, że niewiele brakowało by tamta notka była w ogóle moją ostatnią. Trudno w najbliższym czasie oczekiwać ciekawej historyjki z Cairns, Australii czy Świata, bo właśnie cały mój świat się zawalił. Jak po trzęsieniu ziemi na Haiti, legł w gruzach cały gmach mojego dotychczasowego życia, rozsypał się w proch aż po fundamenty. Patrząc pod tym kątem sens prowadzenia www.harom.blog.pl przestał istnieć. Od ostatniego wpisu nie ma godziny bym nie myślał o całej sprawie. Sięgam pamięcią do roku 2002, przebiegam przez wszystkie następne lata. Robię to kiedy samotnie zasypiam, kiedy prowadzę samochód czy nie mam nic do roboty w pracy. Zdaję sobie sprawę z błędu zaniedbania, który popełniłem i którego skutki będę teraz ponosił do końca swoich dni. Świadomy również jestem ile z siebie dawałem.  Samoocena nie ma tu jednak nic do rzeczy, bowiem człowiek jest wart tyle, ile siebie chcą dać za niego inni. Wartość moich akcji na tej giełdzie pokazała ile naprawdę warty jest taki nikomu niepotrzebny śmieć jak ja. Doszedłem jednak do wniosku, że przerywanie pisania w tej chwili sprawiłoby, iż blog byłby niepełny, że muszę to pociągnąć jeszcze przez okres demontażu status quo ante. To tyle w kwestii spowiedzi, dlaczego nie dotrzymuje słowa danego w poprzednim wpisie. 
Szpulka i harom Spółka z Nieograniczoną Nieodpowiedzialnością została postawiona w stan likwidacji z chwilą gdy jeden ze wspólników wręczył drugiemu pisemne wypowiedzenie. Status tej spółki tak jest skonstruowany, że wystąpienie któregokolwiek ze wspólników kończy jej żywot. Jak w każdym przypadku likwidacji wkroczył syndyk masy upadłościowej i rozpoczął się proces sprzedaży aktywów by za uzyskane wpływy pokryć zobowiązania. Największym aktywem jest nasz dom. Z początku plan obejmował wystawienie go na rynek pod koniec marca, po uprzednim odświeżeniu i pomalowaniu. Nastąpiła jednak nieoczekiwana zmiana w okolicznościach i dom wylądował na rynku już teraz. Jeśli ktoś jest chętny na chałupkę z 3 sypialniami, 2 pokojami dziennymi, podwójnym garażem a co najwartościowsze położony jedynie 300m od plaży, to detale może znaleźć TUTAJ. Drugim najwartościowszym aktywem jest nasz kot Kłopot. Jego kocia egzystencja sprawia ogromny problem. Szpulka go wziąć nie może z powodu głębokiej alergii i astmy jaką posiada, oraz że ze swoim nowym partnerem chcą wynająć mieszkanie. Tu w Australii nie wolno trzymać zwierząt w mieszkaniach, nikt takiego mieszkania nie wynajmie. Jeśli ktoś chce trzymać zwierzę inne niż rybki, chomik czy tasiemiec musi wynająć dom. Dom to dużo większy czynsz i dużo więcej obowiązków. Mi też nie pasuje płacić 100 dolarów tygodniowo (5200  rocznie) więcej niż powinienem by mieć luksus posiadania kota. Dodatkowo po co samotnemu facetowi dom z 4 czy 5 pokojami? Wychodzi na to, że kota trzeba oddać. Poszedłem więc onegdaj do schroniska dla zwierząt rozeznać się co nieco. Rezultaty mnie zatrwożyły. Usypiane jest ponad 80% kotów, które do nich trafiają. Te, które znajdują nowy dom, to przeważnie małe, milusie kociaki, które trafiły tam razem z matkami. Nie wykastrowana kotka w wieku 2.5 lat ma 100% szansy na uśpienie w 3 miesiące po oddaniu jej do schroniska. Jeśli tak, to wolałbym ją chyba sam zanieść do weterynarza i uśpić od ręki oszczędzając kilkumiesięcznych cierpień. I tu się nieoczekiwanie odezwał mój kuzyn z Polski, który oświadczył, że weźmie kota do siebie. Zaczęła się cała procedura i jeśli dojdzie do skutku z pewnością będzie to najdroższy dachowiec jaki kiedykolwiek pojawił się w Skarżysku !!! W poniedziałek Kłopot udaje się do weterynarza po serię koniecznych szczepień i certyfikatów a także „mikrocipę”. Oj będzie to dość ciekawe, bo nasz kot po pierwsze panicznie boi się ludzi a po drugie jeszcze nigdy nie był u lekarza. Dobrze, że mam okulary, bo jak znam zwierzaka, bez pazurów panicznie wbijanych gdzie popadnie na pewno się nie obejdzie. Dłuższy brak notki świadczył będzie, że odgryzł mi ręce. 
… jesteśmy wolni, możemy iść. 
To będzie bardzo trywialna i melodramatyczna notka. Chaotyczna, godna mydlanej opery lub pamiętnika gimnazjalistki. 
Notka na blogu o stracie weny, później kilka niespójnych kiepskich wpisów na siłę. Wpis o tym, że moje życie wywróciło się do góry nogami. Nietrafne komentarze spekulujące o powodach. Coraz rzadsze notki o niczym.
Film „Testosteron”, Janis rozmawia z ojcem udającym jego żonę, która właśnie go rzuciła. Frajer, skomli płacze, tarza się chce wzbudzić litość. Jest żałosny, godny politowania. Looooser.
26 stycznia, Australia Day, święto narodowe obchodzone z wielką pompą. Dzień szczególny dla Australijczyków. Dla tych, którzy właśnie odbiorą akt nadania obywatelstwa data podwójnie podniosła, bo to ich szczególny dzień. Jeden z najważniejszych dni w życiu, który należy świętować w gronie najbliższych. Skoro ceremonia wyznaczona została w takim dniu, należy go uczcić czymś szalonym, niepowtarzalnym. Zrobić mocny start w nowe życie. Ula odbiera certyfikat, oklaski wiwaty, grono znajomych. A później szalone party w pubie i kulminacja, noc hotelu z kimś szczególnym, bo szczęście trzeba dzielić z najbliższą osobą. 
Samotny powrót do domu po ceremonii w strugach ulewnego deszczu, którego nie są w stanie zebrać wycieraczki nawet na 2-gim biegu. Łzy wielkości grochu lecą same, nie można w żaden sposób ich powstrzymać choć staram się jak mogę, bo przeszkadzają w prowadzeniu.  Bezsensowne włóczenie się z kąta w kąt. Bezsenna noc przed komputerem, która to już z rzędu? Ostatni, pożegnalny wpis do bloga i świadomość, że ta, którą kocham odeszła z innym. 
The END 

 
Kiedy przeciętnemu turyście lub wielbicielowi kanału Discovery zadamy pytanie o niebezpieczeństwa, które moga czekać na turystów w Australii na jednym wdechu wymienia się oczywiście węże i pająki. Na drugim wdechu, po podrapaniu się w głowę (lub po jajkach) dorzuca się rekiny i krokodyle. Tylko niewielka część kojarzy w ogóle parzące meduzy i to dopiero kiedy się spyta dokładnie o nie. Poruszałem już wcześniej ten temat TUTAJ. Dziś do niego wróce, bowiem podczas świąt stał się dość aktualny. Dość ważne jest, że wody oblewające dwie wyspy, które są widoczne z Naszej Plaży stanowią stanowisko rozrodowe irukandji, jednego z gatunku smiercionośnych meduz. Wszystkie fotki zamieszczone poniżej pochodzą ze stron The Cairns Post.


To jest Box Jellyfish (osa morska) znaleziona na sąsiadującej z nami Trynity Beach. W okresie świątecznym takie same okazy znaleziono na wszystkich północnych plażach z „naszą” włącznie. Naukowcy z Uniwersytetu Jamesa Cook’a są zgodni. Okaz tej wielkości byłby w stanie zabić zdrowego, dorosłego człowieka z 2 minuty !!!


Niektórzy turyści sądzą, że ostrzeżenia są przesadzone i trzeba mieć wyjątkowego pecha by zostać poparzonym przez meduzę. Czy aby na pewno? Na fotce plaża przu Buchan Point, miejsce połozone najbliżej wysp, o których wspominałem wyżej. Tyle meduz byłoby w stanie rozłozyć nie jeden batalion wojska.


Prawdziwym problemem są jednak nie Osy Morskie lecz meduzy z gatunku Irukanji. Są one na tyle małe, że bez problemu przecisną się przez oczka siatek zabezpieczajacych. Ostatnie poparzenia jakie miały miejsce w okolicach przypisuje się własnie temu gatunkowi.


Najgorsze jest jednak chyba to, że naukowcy nie znaleźli jeszcze odtrudki na jad tej meduzy. Wszystko co można obecnie zrobić, to łagodzić ból i odtruwać ogólnymi metodami mając nadzieje, że orgaizm jest na tyle silny iż przezwycięży truciznę. Jedna z ostatnich ofiar Irukandji wyznała, że ból był tak straszny iż w drodze do szpitala zaczęła się modlić by bóg pozwolił jej już umrzeć.


A ta mała zaraza, to MALO KINGI. Została zidentyfikowana i nazwana w 2002 roku by upamiętnić amerykańskiego turystę nazwiskiem King, który zmarł w wyniku poparzeń w okolicach Port Douglas.


  • RSS