Jest taki stary angielski dowcip. „Czym się różni Australia od jogurtu? Jakbyś zostawił jogurt na 200 lat, to by rozwinął jakąś kulturę.” Dowcip jest okrutny, ale kryje się w nim ziarno prawdy. Australia jest kulturalnym zadupiem a Cairns dodatkowo leży na zadupiu tego zadupia. Nie oznacza to jednak, że jeśli człowiek chce, to kompletnie nie ma gdzie wyjść. Wręcz przeciwnie !!! O ile Kraków, Wrocław czy Warszawa w tej kategorii biją na głowę australijskie metropolie, tak rzekłbym, że możliwości na australijskiej prowincji są dużo większe niż w prowincjonalnej Polsce. 

Na początek musimy się oswoić z tutejszymi realiami. W Polsce teatr to nie tylko budowla, ale również stały zespół aktorski występujący na danej scenie. W Australii jest to trochę bardziej pogmatwane. Budynek teatralny jest traktowany jak sala do wynajęcia. Wystawianiem sztuk zajmują się „producenci teatralni”. To oni dobierają reżysera i zespół, inwestują pieniądze, wynajmują sale, itp. Niektóre „spółki teatralne” mają mniej więcej stały zespół inne zbierają tylko by pracować nad konkretnym projektem, który wystawiają w całej Australii przez 1 czy dwa sezony po czym każdy członek zespołu idzie w swoją stronę. Kiedyś przeczytałem, że w 3,5 milionowym Melbourne jest tylko jeden teatr ze stałą obsadą. Ile jest w Warszawie ?

W Cairns jest całkiem sporo możliwości „odchamienia” jak na taką dziurę. Zacznijmy nietypowo, bo nie od teatru, ale od kultury pop. Czy wyobrażanie sobie koncert gwiazdy światowego rocka na polskiej prowincji? Np. Roda Stewarda w Płocku czy Tiny Turner w Rzeszowie? Ja szczerze powiedziawszy nie. W Australii jest to możliwe. W grudniu w Townsville gościł Elton John, a w „Walentynki” do Cairns zawita Joe Cocker. Dlaczego o tym piszę? Bo koncert odbędzie się w Cairns Convention Centre. To wielofunkcyjne centrum kongresowo – targowe, które gości pod swoim dachem największe imprezy masowe w mieście wliczając teatralne i baletowe. Jest tu odpowiednio dużo miejsca i niezbędne zaplecze, które sprosta najbardziej wymagającym technicznie przedstawieniom. Jednocześnie może pomieścić największą widownię. W zależnośći od konfiguracji do 5500 osób. Odbywają się tu przedstawienia, które jednorazowo gromadzą największą widownię.

Klasycznym budynkiem teatralnym w mieście jest „Cairns Civic Theatre„. Oddany do użytku w 1974 roku przybytek jest własnością Miasta. Jest to główna scena, na której reguralnie odbywają się przedstawienia. Oprócz tego służy wszystkim tym celom, którym moga służyć specjalnie do tego zbudowane sale teatralne, czyli np. konkursy szkolnych kółek teatralnych, pokazy mody projektantów kończących tutejszy TAFE albo uroczyste akademie. Jako, że to tylko „venue” i nie posiada swojego stałego zespołu aktorskiego goszczą tu „objazdowe” przedstawienia, które  zespoły aktorskie pokazują w całej Australii. Scena nie jest imponująca rozmiarami, choć na australijskie warunki całkiem przyzwoita, gdyż tylko o 1m węższa niż w Her Majesty Theatre w Melbourne.

Kolejnym przybytkiem teatralnym w Cairns jest „Rondo Theatre”. To bardzo przytulne, kameralne miejsce z widownią na 200 osób jest siedzibą „spółki teatralnej” zwanej „Little Theatre„. Założona w 1954 roku grupa na stałe wpisała się w swiat teatru na dalekiej północy Queenslandu. Każdego roku wystawiane jest tu około 5-6 nowych sztuk.

Dla miłośników sztuki nowoczesnej lub klasycznej acz awangardowej polecam „JUTE Theatre„, który znalazł siedzibę pod dachem Centrum Sztuki Nowoczesnej. Tu sala teatralna może pomieścić 246 osób. To tu można przyjść na przedstawienia, które są nieco trudniejsze w odbiorze i wymagają wyrobionego widza. Ostatnio na  afiszu był „Folwark zwierzęcy” a kolejną propozycją jest „Król Edyp”.

Myślę, że jak na 140 tys. miasto na dalekiej północy Queensland  jest to na prawdę wiele.  Wystarczy chcieć. Może poziom artystyczny nie ten, ale z drugiej strony gdzie na polskiej prowincji mozna znaleźć takie możliwości?

Czemu o tym wszystkim piszę ? Bo w szufladzie już od kilku miesięcy „grzeją” się bilety na Musical Andrew Lloyda Webbera „Koty”. Traf chciał, że to był ostatni musical jaki widzieliśmy w Polsce przed wyjazdem do Australii. Kiedy Szpulka spytała mnie,  czy możliwe jest, że wystawią „Koty” w Cairns, parsknąłem śmiechem i wyszydziłem ją okrutnie. W Cairns? Jeden z najbardziej kultowych musicali na takim zadupiu? Zupełnie nie wchodzi w grę !!! Teraz mi łyso. A jak australijska inscenizacja wypadnie na tle polskiej, dowiecie się pewnie z kolejnej notki. Premiera już w piątek i właśnie niej będziemy.