harom blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 6.2007

Podobnie jak ma to miejsce w Polsce, w Australii raz na 10 lat ma miejsce spis powszechny. Ostatni przeprowadzono w sierpniu zeszłego roku a jego wyniki właśnie zostały opublikowane. Jak więc statystycznie wygląda Australia Anno Domini 2006?

Doliczono się 19 855 289 obywateli (i rezydentów), co różni się (in minus) od szacunków Biura Statystyk o około 850 tysięcy. Najprawdopodobniej są to osoby przebywające za granicą w dniu spisu.

Mimo dziesiątkom tysięcy młodych imigrantów oraz pro rodzinnej polityce państwa społeczeństwo się starzeje. W porównaniu do 1996 roku mediana wieku przesunęła się z 34 do 37 lat. Dla „niestatystycznych” wyjaśniam, że mediana to wartość dzieląca populację na dwie równe części. W tym przypadku oznacza to, że połowa populacji ma mniej niż 37 lat a druga połowa ponad 37 lat. Wzrósł też odsetek ludzi starszych i aż 13,3% populacji ma obecnie 65 i więcej lat. Pond 4% społeczeństwa potrzebuje pomocy w najprostszych czynnościach dnia codziennego.

Średnie tygodniowe dochody gospodarstwa wynoszą 1000-1199 AUD. W 1996 roku było to 600-699 AUD, co po uwzględnieniu inflacji dawałoby około 750-850 AUD w dzisiejszych cenach. Kiedyś natknąłem się na stwierdzenie, że w Australii jest najbardziej niekorzystny stosunek zarobków do cen domów. Biorąc pod uwagę, że pomimo wzrostu dochodów zanotowano spadek w pełni spłaconych domów z 41 do 33% musi w tym coś być. Reszta finansowana jest z kredytu. Nieruchomości pod wynajem stanowią 27% wszystkich domów.

W sprawach damsko męskich przeważają Panie. Na 100 kobiet przypada 97 mężczyzn, co biorąc pod uwagę, że kobiety generalnie żyją dłużej jest poprawną proporcją.

Małżeństwa są wyraźnie w odwrocie. Obecnie już mniej niż połowa wszystkich par (49,6%) żyje w legalnym związku i w porównaniu do 1996 roku jest to spadek o 3,7%. Dla zwycięzców w nadchodzących wyborach mam radę. Jeśli chcecie odwrócić tą tendencję zalegalizujcie związki homoseksualne. Wśród gejów i lesbijek grubo ponad połowa par chciałaby żyć w legalnym związku. Wzrost statystyk murowany!!!

Duże zmiany zaszły w strukturze wyznaniowej społeczeństwa. Niewątpliwie ma to związek z szerszym niż przed 1996 rokiem otwarciem na emigrantów spoza Europy. Nadal najpopularniejszą religią jest Chrześcijaństwo. Wyznanie to zadeklarowało ponad 12,7 mln. ankietowanych. Mimo dominującej pozycji i nieznacznego wzrostu liczby wyznawców (0,1 mln.) Chrześcijaństwo cieszy się coraz mniejszą popularnością i zanotowało spadek z 71% do 64% populacji deklarującej to wyznanie. Napływ azjatów spowodował podwojenie się liczby wyznawców takich religii jak Hinduizm czy Buddyzm i w 2006 roku stanowili oni odpowiednio 0,7% i 2% populacji. Do dwóch ostatnimi czasy bardzo popularnych medialnie religii, czyli Islamu i Judaizmu przyznaje się odpowiednio 1,7% i 0,4% ankietowanych. Prawie 20% Australijczyków określiła się jako bezwyznaniowcy. Myślę, że ta liczba byłaby znacznie mniejsza, jeśli do grona wyznań dołączyć footy i „shopping”.

I to tyle na dziś. W kolejnych odcinkach podsumowanie rekonesansu w Brisbane oraz traumatyczno-masakryczne wrażenia po 6 godzinach testów psychologicznych u jednego z head hunterów.

Koncepcje separatystyczne nie są niczym nowym w Australii. Jednym z najbardziej znanych przedsięwzięć w tym kierunku było referendum w 1933 roku, w którym mieszkańcy Zachodniej Australii powiedzieli „TAK” dla oderwania się od federacji i utworzeniu odrębnego państwa. Mimo sukcesu referendum do secesji nie doszło i stan pozostał we wspólnocie. Na przestrzeni lat mały również miejsce próby wydzielenia mniejszych stanów poprzez odłączenie się od istniejących struktur. Taka debata właśnie odżyła w Queenslandzie.

NQ_separate.PNG


Queensland został oddzielny od Nowej Południowej Walii w 1859 roku. Na początku istniały plany stworzenia na dzisiejszym terenie Queenslandu i Terytorium Północnego aż 3 stanów, ale w owych czasach z powodu braku infrastruktury było to nie realne. Mieszkańcy północy stanu od zawsze jednak uważali, że powinni utworzyć własną niezależną jednostkę administracyjną. Pierwsze próby utworzenia niezależnego stanu miały miejce już w 1882 roku, kiedy to grupa 30 biznesmenów z Twonsville utworzyła specjalny komitet. W dość niedługim czasie udało się zebrać pod inicjatywą ustawodawczą 10 000 podpisów. Wniosek trafił pod obrady parlamentu stanowego, gdzie niestety przepadł w głosowaniu.

Ostatnie posunięcia rządu stanowego w Brisbane na nowo ożywiły tą dysputę. O co poszło ? Jak zawsze, gdy nie wiadomo o co chodzi, chodzi o pieniądze. Po pierwsze władze stanowe forsują reformę administracji, która sprowadza się do ograniczenia liczby rad miejskich poprzez ich połączenie. Głównym argumentem rządowym jest kiepska kondycja finansowa administracji lokalnej. Przeciwnicy tego projektu ripostują, że ani jedna z likwidowanych rad nie ma finansów w tak fatalnym stanie jak rząd stanowy. Po wtóre, nękany suszą i niedoborem wody południowy wschód sięgną po zasoby naturalne północy, co z pewnością nie wpłynie korzystnie na równowagę ekosystemu. Kolejnym argumentem są wyliczenia zwolenników separacji, którzy twierdzą, że bogata w surowce naturalne północ, zamieszkiwana jedynie przez niespełna 1 mln. mieszkańców de-facto finansuje ponad 3 milionowe południe, gdyż do wspólnej kasy wkłada nieporównywalnie więcej niż rząd w Brisbane inwestuje w jej rozwój. Poza tymi dość logicznymi argumentami są jeszcze te mniejszego kalibru, jak choćby fakt, że z Brisbane do Nowej Południowej Walii jest około 100 km a do końca Półwyspu York ok. 2500 km., że z Brisbane jest bliżej na Tasmanię niż do Cooktown oraz, że borykając się głównie z metropolitalnymi kłopotami rząd w Brisbane więcej ma wspólnego z sąsiednimi stanami niż ze swoją własną północą oraz całkiem nie pozbawiony rozsądku argument, że wielokroć mniejsza powierzchniowo i ludnościowo oraz biedniejsza Tasmania świetnie sobie radzi jako samodzielny stan.

O na to lokalni politycy ? W większości uważają ten pomysł za fantasmagorię. Premier Queenslandu Peter Beattie szybko ucina rozmowę mówiąc, że Queensland jest jeden. Co ciekawe, o ile część członków parlamentu stanowego z północnych okręgów popiera tą idee, tak wśród burmistrzów tamtejszych miast ma ona zdecydowanie większość przeciwników i jedynie burmistrz Townsville jest jej gorącym orędownikiem. Podkreśla jednak, że szanse przedsięwzięcia są minimalne, gdyż po ewentualnej separacji rząd w Brisbane borykałby się z astronomicznymi problemami finansowymi, więc zrobi wszystko by do tego nie dopuścić.

Propozycji podziału jest wiele, ale dominuje pogląd, że podział powinien nastąpić w okolicach Mackay. Problem natomiast byłby z lokalizacją stolicy stanu. Tu nie ma zasadniczego faworyta. Zarówno Cairns jak i Townsville uważają się za nieformalne stolice północy. Oba odwiecznie rywalizujące ze sobą miasta jednakowo są do tego nie przystosowane. Żadne nie ma w tej chwili pozycji dominującej a ich infrastruktura się uzupełnia. To czego brakuje w Cairns znajduje się w Townsville i vice versa. Oczywiście z miejsca pojawiły się propozycje, by w takim wypadku wybudować stolicę od podstaw na wzór Canbery.

A co ja o tym wszystkim myślę? Chyba tylko to, że fajnie by było znów zamieszkać w okolicach Cairns bez względu na to czy byłby to nadal Far North Queensland czy też jakaś Australia Północna.

A tu dla ciekawostki link do jednego z XIX planów podziału administracyjnego Australii. Zwróćcie uwagę, jakie obszary miały pierwotnie nosić nazwę Wiktorii i Tasmanii.

Dyplomata

3 komentarzy

Dyplomata jest zupełnym przeciwieństwem buraka cukrowego. Jest to człowiek wykształcony, szarmancki, umiejący się znaleźć w każdej sytuacji. Zazwyczaj ma nadwyraz dobrze rozwinięty gust oraz niespotykanie wysokie standardy kultury osobistej. Język dyplomaty jest bardzo osobliwy. Zapytany przez prezesa firmy, czy w zakładzie ma miejsce strajk okupacyjny odpowie: „niewątpliwie mamy dziś więcej gości niż zwykliśmy mieć o tej porze”. Nawet, kiedy mówi komuś przykre rzeczy dyplomata zawsze dobiera słowa tak, by nikt nie mógł się poczuć urażony, słowem posiada osobowość, która powoduje, że kiedy powie Ci „spierdalaj” poczujesz podniecenie przed nadchodzącą podróżą. Burak cukrowy dla tego przykładu zawsze dobiera słowa tak, by kogoś obrazić, nawet, jeśli nie powie tego wprost.

W swoim życiu spotkałem jednego Dyplomatę. Zarówno w przenośni jak i w rzeczywistości, bowiem zanim nasze drogi się zetknęły przez wiele lat ów człowiek był radcą handlowym polskich ambasad za granicami kraju. Pracowałem z nim przez kilka lat wspólnie zaliczając trzy firmy. Był moi mentorem, w pewnym sensie niedoścignionym wzorem.


  • RSS