harom blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 9.2005

Od kiedy skończyłem 18 lat tylko w jednym miejscu mieszkałem dłużej niż rok. Nie zliczyłbym już chyba nawet adresów, pod którymi byłem dostępny. Ostatni, 4 Grimshaw Str., QLD 4870, Cairns odszedł do historii 11 września.
Wielki Boening lekko poderwał swoje stalowe cielsko z betonowego pasa startowego międzynarodowego lotniska w Cairns ostro kierując dziób ku górze. W kilka chwil później moim oczom ukazała się panorama Trinity Inlet z przytulonym do niej miastem. Jest 6 nad ranem, na dalekiej tropikalnej północy Qeenslandu właśnie wschodzi słońce. Kiedy jechałem na lotnisko było już ponad 20 stopni ciepła. Dziś będzie tu prawdziwie wiosenna pogoda.
Australijskie linie lotnicze JetStar, tania marka narodowego przewoźnika Quantas nie oferują dla pasażerów zbyt wiele. Płacisz za przelot i dostajesz praktycznie sam przelot, żadnych usług dodatkowych. Nie ma posiłku na pokładzie, nie ma napojów, nie transferują Ci bagażu na lotnisku, jeśli lecisz z przesiadką. Dobrze chociaż, że nie trzeba go nieść samemu do samolotu. Jeśli chcesz się czegoś napić możesz oczywiście dokonać zakupu w pokładowym sklepie. Cola, soki, kawa, herbata. Ceny zaczynają się od 3 AUD za wodę mineralną, poprzez 5 AUD za większość soft drinków a skończywszy na kilkunastu za napoje alkoholowe. Na pokładzie można wypożyczyć przenośny odtwarzacz z ciekłokrystalicznym ekranem i raczyć się podczas lotu „video on demand”. Redukcja kosztów powoduje również, że najtaniej jest kupić bilet przez Internet. Zakup przez telefon kosztuje dodatkowe 10 AUD. Bilet jest tylko zapisem w systemie, nie przybiera formy zmaterializowanej. Przy nadawaniu bagażu na podstawie dokumentu tożsamości drukowana jest jedynie karta pokładowa. Linia prowadzi politykę swobodnego wyboru miejsca, więc nie następuje żadna rezerwacja. Kto pierwszy ten lepszy. Hala odlotów terminalu krajowego w Cairns powierzchniowo jest dużo większa od międzynarodowego lotniska w Warszawie. Do samolotu idzie się pieszo. Najpierw wydzielonym chodnikiem wzdłuż terminalu a później najkrótszą drogą po płycie lotniska wprost do stojącego samolotu. W pierwszej kolejności „zapokładowani” zostają posiadacze najdroższej i najbardziej elastycznej taryfy, rodziny z małymi dziećmi i niepełnosprawni. Później przychodzi kolej na tych, którzy na lotnisku zjawili się najwcześniej. Na końcu idzie cała reszta.
Trzy godziny lotu mija jak „biczem strzelił”. Samolot wykonuje kilka łagodnych zwrotów i podchodzi do lądowania na lotnisku Tullamarine w Melbourne. Mam szczęście, że lecę z Cairns, bo większość lotów z innych miast JetStar obsługuje z lotniska Avalon, które jest około 60 km od miasta. Biorę mój podręczny plecak i grzecznie staję w kolejce do wyjścia. Otwierają się drzwi samolotu. Do wewnątrz wpada ogromny chłód. Jest, około 8 stopni, czyli prawie o 20 mniej niż w Cairns. Pełznę do hali przylotów, gdzie cierpliwie czekam na bagaż. Chwilę później spotykam się z Przemkiem. Przez najbliższy tydzień będę mieszkał u niego z misją znalezienia zakwaterowania w Melbourne. W sumie podziwiam go za odwagę. Nigdy wcześniej się nie spotkaliśmy, nie widzieliśmy się na oczy, nie rozmawialiśmy nawet przez telefon. Zaoferował mieszkanie zupełnie obcemu człowiekowi. Nie wiem, czy sam zdobyłbym się na taką odwagę.
Do Przemka jedziemy przez całe Melbourne. Lotnisko znajduje się w północno – zachodniej części miasta, my udajemy się na południowy wschód.
Niedziela i poniedziałek obfitują w deszcz. Jest przeraźliwie zimno, wieje przenikliwy wiatr. Mimo, że termometry wskazują 12 stopni, odczuwalna temperatura jest około 7. Jest szaro i brzydko. Wielkie miasto mnie przeraża. Warszawa jest wielka, ale Melbourne jest ogromne. Przyzwyczaiłem się do małego, kompaktowego miasteczka jakim jest Cairns i upakowana zabudowa wielkomiejska ścisłego centrum napawa mnie lękiem.

Cdn……

Wyobraźmy sobie taką sytuację. Robimy zakupy w sklepie, spacerujemy między półkami, oglądamy towar. Z coraz większym trudem porównujemy jednostkową cenę 225 dkg. kostki masła ze standardową 250 dkg. kostką, jednostkową cenę patyczka do uszu w opakowaniu 360 szt. i 500 szt., cenę pieluchy w opakowaniu po 17 sztuk z ceną pieluchy pakowanej po 29 szt., słowem dokonujemy racjonalnego i najekonomicznejszego z naszego punktu widzenia zakupu. Dochodzimy do kasy. Załóżmy dla potrzeb tego przykładu, że jesteśmy w stanie spamiętać ceny naszych zakupów a także wyłowić spośród błyskawicznie skanowanych przez sprzedawcę towarów tą, która nie zgadza się z ceną podaną na półce z towarem lub metce. Nie zgadza się, dodajmy, na naszą niekorzyść. Co wtedy ?
Wersja 1 – doświadczenia z Polski. Nieduży sklep osiedlowy, średnio uprzejma ekspedientka trochę po 40-ce wzrusza ramionami i mówi, że ona nic nie wie. Pilnowanie cen na półkach to nie jej obowiązek i ona na to nic nie poradzi. Z rozbrajającą szczerością dodaje, że nie może mi taniej sprzedać, bo taką ma cenę w systemie i jak przyjmie mniej pieniędzy, to będzie miała manko w kasie. Jest około 20.00, w sklepie nie ma już nikogo z kierownictwa, więc dostaję alternatywę, albo kupuję towar po cenie z systemu albo zostawiam go przy kasie. Nie chce mi się kłócić, zostawiam towar.
Zupełnie inna pora roku, inna część Warszawy, duży hipermarket. Do kasy idę z jedną rzeczą, ale wartą około 800 PLN. Tu się okazuje, że cena w systemie różni się o około 10% od tej na metce towaru. Zakłopotana młoda dziewczyna pracująca przy kasie wzywa przez megafon menadżera stoiska. Ten po konsultacji oświadcza, że rzeczywiście towar został przeceniony. Zapłacić muszę jednak kwotę, którą „wyrzucił” z siebie system, po czym różnicę dostaję niezwłocznie w punkcie obsługi klienta.
Wersja 2 – doświadczenia z Australii. Supermarket spożywczy „Woolworth”, Cairns. Przy każdym stoisku kasowym w bardzo widocznym miejscu znajduje się informacja. „Jeśli cena któregokolwiek z zakupionych towarów znajdująca się w systemie różni się od ceny umieszczonej na półce czy etykiecie klient ma prawo otrzymać ten towar gratis. W przypadku zakupu wielu sztuk tego samego produktu klient otrzymuje pierwsze trzy sztuki towaru gratis a za następne płaci niższą cenę”. Nie przekonałem się jeszcze na własnej skórze czy ww. przepis działa. Przekonał się jednak o tym Dell, producent sprzętu komputerowego, który przez pomyłkę w cenie na stronach swojego sklepu internetowego musiał przełknąć gorzką pigułkę sprzedając ponad 600 twardych dysków w cenie ok. 8 AUD.

P.S. Jeśli któraś z gospodyń domowych zastanawia się dlaczego nagle przestało jej wychodzić ciasto, które od lat było jej reprezentacyjnym wypiekiem niech spojrzy, czy kostka jej ulubionego masełka z krową nadal ma 250 dkg. a nie np. 225 czy 220 dkg.


  • RSS